All posts by peterb

Bali – Nusa Dua

Bali – jedno z kilku miejsc na świecie które chyba każdy chce odwiedzić. Od samego początku, kiedy planowaliśmy naszą kilku miesięczną podróż, Bali było miejscem do którego “musieliśmy” pojechać. Było to chyba pierwsze miejsce gdzie zrobiliśmy rezerwacje hotelu (zanim jeszcze kupiliśmy bilet na wyjazd do Azji.

NusaDua-10
Bali :)

 

Do Bali przylecieliśmy z Kambodży, która była (i jest) naszym ulubionym miejscem w południowo-wschodniej Azji, ale cały czas mieliśmy w naszych głowach “obraz” Bali, jako jednej z najpiękniejszych wysp na świecie.  Nasz pobyt na Bali zmienił ten obraz, ale zacznijmy od początku.

Nusa Dua – miasteczko położone na południu Bali, jest zupełnie inne niż cala wyspa. Jest to enklawa na której znajdują się hotele wysokiej klasy. Każdy z hoteli jest ogrodzony, wjazd do którego, jak i wejście z plaży jest ograniczone do turystów (każdy kompleks ma firmę ochroniarską). Nie jest to coś co lubimy, ale kiedy robiliśmy rezerwacje nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. No ale cóż – mieliśmy zarezerwowane 12 dni, wiec trzeba było się cieszyć z tego ze jesteśmy w jednym z najbardziej “wymarzonych” miejsc na świecie.

NusaDua-23
Pomnik na rondzie w Nusa Dua
NusaDua-24
Czyściutkie ulice i wypielęgnowane trawniki w Nusa Dua.

Plaża w Nusa Dua jest bardzo ładna, ale w wielu miejscach jest dużo wodorostów które są wyrzucane na plażę. Każdy z hoteli ma obsługę która sprząta wyrzucone wodorosty ale jest to “walka z wiatrakami”. Mimo to można powiedzieć ze była to jedna z najładniejszych plaży w Bali. Praktycznie każdego dnia spędzaliśmy tam trochę czasu.

NusaDua-1
Plaża w Nusa Dua

NusaDua-2

Cala nasza rezerwacja była związana z tym ze chcieliśmy mieć zapewnione miejsce na czas Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Jest to okres w którym Australijczycy (jak również turyści z Europy) masowo odwiedzają Bali – wiec zrobiliśmy rezerwacje o wiele wcześniej.  Nasz hotel był bardzo fajny – ale niestety bez dostępu do plaży (hotel miał własną plażę do której dowoził mieszkańców hotelu).

NusaDua-3
Basen w naszym hotelu

Święta obchodziliśmy sami – ale żeby nie było nam smutno, na Boże Narodzenie wykupiliśmy sobie dzienna wejściówkę do Club Med (naszego ulubionego resortu, gdzie można aktywnie spędzić czas). Było super – najpierw skorzystaliśmy ze  “snorkeling”  przy rafie koralowej. Po tym spędziliśmy trochę czasu na paddleboarding po zatoce blisko Club Med.

NusaDua-7
Paddleboarding w Club Med
NusaDua-9
Świeży sok kokosowy
NusaDua-8
Odpoczywamy po snorkeling i paddleboarding

Oprócz sportów, zjedliśmy doskonały obiad (otwarty bufet). Oczywiście nie zabrakło czerwonego wina które nie jest zbyt popularne w Azji Południowo wschodniej.

NusaDua-11
Czerwone wino :)

Będąc w Nusa Dua nie odwiedziliśmy zbyt wielu innych miejsc na wyspie (jako ze później planowaliśmy pobyt w Ubud, miasteczku leżącym w bardziej centralnym punkcie Bali). Jednym z miejsc które odwiedziliśmy (rowerami) była “Ukryta plaża” (Hidden Beach – Pandawa Beach).

Plażę poleciła nam dziewczyna z Bali (mówiąca płynnie po Polsku). Będąc cały czas  na plaży w Nusa Dua chcieliśmy zobaczyć coś co jest bardziej autentyczne.

Dzień w którym  pojechaliśmy na Pandawa Beach, był lokalnym świętem (z czego nie zdawaliśmy sobie sprawy), tłumy Indonezyjczyków (z Bali i innych części Indonezji) również odwiedzały te plażę. Plaża była ładna – ale na pewno nie była “ukryta”, tam widzieliśmy największą liczbę ludzi na plaży w Bali.

NusaDua-16
Ukryta plaża wcale nie jest taka ukryta…

NusaDua-15

Nowy Rok. W związku z tym ze bardzo podobał się nam pobyt w Club Med w czasie Bożego Narodzenia, zdecydowaliśmy się tam spędzić Sylwestra.  Było “odjazdowo”. Tak dobrze dawno się nie bawiliśmy. W czasie zabawy spotkaliśmy towarzystwo z Polski, co jeszcze bardziej umiliło ten wieczór. Zgodnie z polską tradycją trzeba było być tam prawie do końca zabawy :).

NusaDua-18
Jesteśmy gotowi na Sylwestra

NusaDua-17

NusaDua-19
Ice Bar w Club Med
NusaDua-22
Nowy Rok!!!

NusaDua-21

Imprezę zakończyliśmy o nad ranem.

3 stycznia zakończyliśmy nasz pobyt w Nusa Dua. 12 dni które tam spędziliśmy były jak “typowe wakacje” – plaża, basen, dużo słońca. Niekoniecznie tak jak to sobie wyobrażaliśmy, ale w końcu czasami trzeba odpocząć :).

NusaDua-12

Następnym miejscem naszego pobytu w Indonezji była mała wysepka Gili Meno.

Ankgor Wat – Foto Esej

Angkor Wat było jednych z miejsc na trasie naszej podroży które “musieliśmy zobaczyć”. Jest to coś niesamowitego. Ruiny wielu olbrzymich kompleksów rozciągnięte na powierzchni wielu kilometrów.

AnkgorWat-40
Panorama Angkor Wat

W Angkor Wat spędziliśmy trzy dni. Pierwszego dnia wynajęliśmy “tuk tuk” który obwiózł nas po “dużym kręgu” a następne dwa dni spędziliśmy odwiedzając świątynie na rowerach.

Nie będę opisywał historii, ani zagłębiał się w szczegóły opisów poszczególnych świątyń.

Poniżej można zobaczyć małą część :)  naszych zdjęć z odwiedzin Angkor Wat.

ANGKOR WAT

Największa i najbardziej znana świątynia w kompleksie Angkor.

Wejscie do Angkor Wat
Wejscie do Angkor Wat

AnkgorWat-41

AnkgorWat-42

AnkgorWat-37

AnkgorWat-36

AnkgorWat-35

BAYON

Bayon – świątynia buddyjska w Angkor Thom. Ulubiona świątynia Gosi.

AnkgorWat-48

AnkgorWat-17

AnkgorWat-18

AnkgorWat-16  AnkgorWat-46

 

NEAK PEAN

Świątynia na sztucznej wyspie

AnkgorWat-7

PRAH KHAN

Moja ulubiona świątynia w kompleksie Angkor.

AnkgorWat-11

AnkgorWat-10

AnkgorWat-13

AnkgorWat-12

AnkgorWat-9

TA PROHM

Jedna z bardziej znanych świątyń, tam kręcono sceny z filmu “Tomb Raider” z Angeliną Jolie.

AnkgorWat-31

AnkgorWat-23

AnkgorWat-24

AnkgorWat-29

AnkgorWat-26

 

Inne świątynie i ruiny w kompleksie Angkor

AnkgorWat-3

AnkgorWat-5

AnkgorWat-2

AnkgorWat-4

Angkor Wat i okolice są przepiękne, zdjęcia w pełni nie oddają rzeczywistości. Na pewno jest to miejsce które warto i trzeba odwiedzić.

Autobusowa podroż do Siem Reap

Ostatnie miejsce które odwiedziliśmy w Kambodży to Siem  Reap. Miasto położone w północno zachodniej Kambodży, jest najpopularniejszą destynacją turystyczną w tym kraju ze względu na ruiny Angkor Wat.

SiemReap-17
Park w Siem Reap

Mimo że z Kampot do Siem Reap jest tylko 470 kilometrów, podróż  autobusem zajmuje cały dzień. Pierwsza cześć drogi (do Phnom Penh, 150 km) jest nowa i jechaliśmy bardzo szybko.

SiemReap-10
Autobus którym jechaliśmy do Siem Reap

Druga cześć z Phnom Penh do Siem Reap jest praktycznie w remoncie na całej długości. W większości jedzie się po ubitej ziemi. Każdy pojazd wzburza tumany kurzu, były momenty ze nie było nic widać na więcej niż kilka metrów.

SiemReap-1
Zakurzona droga

SiemReap-11
Duża część drogi to tylko ubita ziemia

Podroż z Phnom Penh do Siem Reap zajęła ponad 7 godzin.

Siem Reap to baza z której odwiedza się Ankgor Wat. Samo miasto to w naszej opinii nic specjalnego. W centrum znajduje się “Pub Street” – uliczka (jak i kilka sąsiadujących uliczek) gdzie znajduje się mnóstwo barów i restauracji. Pierwsze wrażenie to – super miejsce, ale po dwóch dniach stwierdziliśmy ze zauroczenie szybko mija i w sumie to wszystkie bary i restauracje są podobne.

SiemReap-8
“Pub Street”

Ciekawostka pobytu był nas hotel – “Reflectons Art Hotel”. Bardzo ciekawe dekoracje wnętrz.

SiemReap-7
Wnętrze hotelu “Reflections Art Hotel”
SiemReap-6
Wnętrze hotelu

SiemReap-5

W Siem Reap spędziliśmy 5 dni z czego 3 były poświęcone zwiedzaniu Ankgor Wat (ale o tym już w następnym) blogu.

Kampot – śpiące rybackie miasteczko

Z Phnom Penh pojechaliśmy do Kampot, małego miasteczka na południu Kambodży. Słyszeliśmy ze jest to miejsce podobne do Luang Prabang (zanim Luang Prabang zostało popularnym miejscem).

Kampot-15
Centrum Kampot

 W Kampot spędziliśmy tydzień. Jak już kiedyś pisaliśmy, nie za bardzo lubimy duże miasta. Kampot jest zupełnym przeciwieństwem, małe prowincjonalne miasteczko, zakurzone ulice, budynki wymagające remontu. Ale ma to swój urok. Nie ma tutaj zbyt wielu turystów, ruch na ulicach nie jest uciążliwy, a wieczorami wszystko się uspokaja. Można sobie spacerować nad rzeka lub usiąść w jednej z kawiarenek i obserwować zachody słońca.

Kampot-28
Stare budynki nas rzeką
Kampot-27
Jeden z zachodów słońca

Rozmawiając z właścicielem jednaj z restauracji dowiedzieliśmy się że z roku na rok liczba turystów rośnie a także powstaje wiele nowych hoteli, restauracji. Za kilka lat na pewno zmieni się charakter tego miasta (na bardziej komercyjny, turystyczny). Coraz trudniej będzie znaleźć takie miasteczka – ciche, tanie i bez dużej ilości turystów.

Pierwszego dnia po przyjeździe do Kampot, zdecydowałyśmy się zobaczyć okolice miasta na rowerze. Nasz hotel miał kilka starych (ale za to darmowych) rowerów, wiec wybraliśmy dwa i ruszyliśmy w drogę. Chcieliśmy zobaczyć “pola solne” gdzie produkuje się sól. Po przejechaniu kilku kilometrów ciągle nie widzieliśmy pół solnych, ale za to mogliśmy podziwiać piękne okolice. Pola ryżowe i palmy – widok który zawsze będzie się nam kojarzył z Kambodżą.

Kampot-11
Pola ryżowe i palmy

Byliśmy na drodze do nadmorskiego miasteczka Kęp wiec postanowiliśmy pojechać w tym kierunku. Jechało się łatwo (z wiatrem) i po jakimś czasie dojechaliśmy w okolice Kep, gdzie natrafiliśmy na rynek rybny. Lokalni rybacy sprzedają świeże ryby, kraby, kalmary (które można od razu kupić prosto z grilla). Skorzystaliśmy z tej okazji i zjedliśmy smaczna rybę i kalmary popijając woda kokosowa.

Kampot-7
Suszone ryby na rynku
Kampot-5
Świerze kraby

Potem pojechaliśmy zobaczyć plażę jak i miasteczko. Nie było to nic specjalnego, wiec ruszyliśmy w drogę powrotna. A tutaj niespodzianka, silny wiatr prosto w twarz a do hotelu jeszcze 25 kilometrów. Umęczyliśmy się niesamowicie (i już więcej w Kampocie rowerami nie jeździliśmy).

Kampot-8

Kampot-2
W drodze powrotnej do Kampotu

Żeby zobaczyć trochę więcej okolic Kampotu wypożyczyliśmy skuter. Wcześniej czytaliśmy o farmach pieprzu z których słyną te okolice. Pojechaliśmy do jednej z farm – Vine. Oprócz farmy pieprzu, jest tam tez mały hotelik. Jeden z pracowników oprowadził nas po farmie, opowiadając o tym jak uprawia się pieprz i jak później pieprz jest zbierany i przetwarzany (na pieprz czarny, biały, zielony i czerwony). Pieprz z Kampotu jest jedynym produktem żywnościowym w Kambodży który jest eksportowany na cały świat.

Kampot-20
Skuter
Kampot-22
Hotelik na farmie pieprzowej
Kampot-24
Pracownik farmy pieprzowej opowiada o uprawie pieprzu

 

Kampot-25
Pieprz

Odwiedziliśmy również pola solne (które wcześniej próbowaliśmy znaleźć w trakcie naszej wyprawy rowerowej). Sól z okolic Kampotu jest może bardziej znana niż pieprz. Pola solne są położone blisko morza, skąd woda morska wpływa na pola, które później są odgradzane. Po wyparowaniu wody, kryształy soli zostają na polach skąd są zbierane. Niestety w czasie kiedy tam byliśmy nie widzieliśmy zbierania soli.

Kampot-18
Pola solne


Dużo czasu spędziliśmy spacerując po nadrzecznym bulwarze. Jest tam dużo kafejek i restauracji. Praktycznie każdy wieczór spędzaliśmy w jednej z nadbrzeżnych restauracyjek oglądając zachody słońca.

Kampot-12
Wyremontowany hotel Java Blue

 

Kampot-13
Hotel Auberge du Soleil
Kampot-17
Zachód słońca z widokiem na most
Kampot-29
Kolejny zachód słońca

 Szkoda było wyjeżdżać ale musieliśmy jeszcze odwiedzić ruiny Angkor Wat. Możemy jednak stwierdzić ze Kampot był naszym ulubionym miejscem w Kambodży.

Praktyczne Informacje:

Mieszkaliśmy w tych hotelach:

  • Hotel Moliden – 70 zł/noc (razem ze śniadaniem), fajny ale bardzo głośny, obsługa nie za bardzo pomocna
  • Hotel Mea Culpa – 88 zł/noc (bez śniadania), ma dobre oceny na TripAdvisor ale według nas nic specjalnego
  • Hotel Little Garden – 50 zł/noc (bez śniadania), nic ciekawego, w miarę czysty i tani

Wypożyczenie skutera: 18 zł/dzień

Rejs po rzece z zachodem słońca  - 20 zł

Śniadanie (Captain Chin Restaurant) – 12-20 zł

Świerzy Kokos (do picia) – 2 zł

Phnom Penh – Pola Śmierci (Killing Fields)

Po zakończeniu wycieczki po Delcie Mekongu dojechaliśmy do Phnom Penh. Phnom Penh w pewnym sensie zaskoczyło nas. Miasto (przynajmniej ta cześć gdzie mieszkaliśmy) bardzo nam się podobało. Czysto (jak na południową Azję), dużo kafejek i restauracji, piękny bulwar nad rzeką. Jedna z rzeczy która mnie uderzyła – niesamowita liczba Lexusów. W ciągu  kilku minut widzieliśmy ich dziesiątki.  Paradoks w kraju ktory jest jednym z biedniejszych na świecie (ale tez jednym z najbardziej skorumpowanych – 164 miejsce ze 184 ocenianych krajów na liście “Corruption Perceptions Index (2012)”).

PhnomPenh-8
Wieżowce w tle, ale na pierwszym planie Lexus
PhnomPenh-9
Wiele Lexusów ma napisy – żeby nie było wątpliwości jaki to samochód :)

Jednym z powodów dla których zatrzymaliśmy się w Phnom Penh było odwiedzenie “Killing Fields”. Następnego dnia wzięliśmy z pod hotelu Tuk-tuka i pojechaliśmy poza miasto gdzie znajdują się “Pola Śmierci”. Było to na pewno przeżycie które zostanie w naszej pamięci. Spędziliśmy tam kilka godzin słuchając historii “Khmer Rouge” (Czerwonych Khmerów), szaleństwa którego nie sposób wytłumaczyć. W Kambodży w tym okresie (1975-1979), zginęły miliony ludzi. Cała generacja została “zrujnowana”. Na “polu śmierci” które odwiedziliśmy zginęło ponad 20 tysięcy ludzi. Zrobiliśmy tylko jedno zdjęcie, z respektu dla ofiar chcieliśmy spędzić czas na przemyśleniu tego co się tutaj działo nie tak dawno temu.

PhnomPenh-1
Stupa wybudowana jako memoriał dla ludzi zamordowanych na Polach Śmierci. Umieszczono tam ponad 9 tysięcy czaszek ofiar znalezionych w masowych grobach.

Po powrocie do miasta odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce związane z reżimem Pol Pota – wiezienie S21. Było to centralne wiezienie w Phnom Penh gdzie wieziono, torturowano (i w końcu większość zamordowano) więźniów. Byli to w dużej większości przedstawiciele inteligencji (nauczyciele, lekarze) , jak i przeciwnicy (często fałszywie oskarżeni) reżimu.

PhnomPenh-3
Budynki więzienia S21

PhnomPenh-4

Te dwa miejsca naprawdę dają dużo do myślenia. Jak to jest możliwe żeby w 20 wieku dokonywały się takie zbrodnie.

Po tak ciężkim (mentalnie) dniu powróciliśmy do naszego hotelu – gdzie resztę dnia spędziliśmy na pięknym basenie (musieliśmy się zrelaksować).

PhnomPenh-7
Tutaj naprawdę można się zrelaksować

PhnomPenh-5

Następnego dnia w południe pożegnaliśmy Phnom Penh i pojechaliśmy autobusem do Kampot.

Praktyczne Informacje:

  • Wejściówka na tereny Pól Śmierci – 20 zł (dostaje się tez player z audiotour)
  • Wejściówka na tereny byłego wiezienia S21 – 10 zł
  • Tuk-Tuk z centrum który wiezie do Pól Śmierci i do Wiezienia S21 (kierowca czeka aż zwiedzimy każde miejsce) – 50 zł
  • Hotel (wydaliśmy tutaj trochę  :) więcej niż normalnie) – 150/noc (Hotel Blue Lime Boutique)
  • Piwo (mały kufel) – 1,5 – 2,5 zł

Delta Mekongu

Naszą podróż po Wietnamie zakończyliśmy trzydniową wycieczką po delcie Mekongu. Autobusem z Sajgonu dojechaliśmy do Cai Be, skąd kontynuowaliśmy wycieczkę na łódce. Spędziliśmy kilka godzin pływając po okolicznych wysepkach.

Mekong-1
Jedna z łódek którymi pływaliśmy po delcie Mekongu

Na jednej z nich odwiedziliśmy mała fabryczkę produkująca cukierki z masy kokosowej (na koniec oczywiście kupiliśmy paczkę cukierków).

Mekong-2
Maszyna do mieszania masy kokosowej
Mekong-5
Na mniejszej łódce

Również na tej wyspie pływaliśmy mniejszą łódką wśród licznych kanałów obrośniętych bambusem i innymi roślinami. Wydawało się ze płyniemy w tunelach.

Mekong-6
Lokalni mieszkańcy
Mekong-7
Korek na jednym z małych kanałów

Tego samego dnia odwiedziliśmy też lokalna farmę miodu położoną na innej małej wyspie.

Mekong-4
Na farmie pszczół

Wieczorem dojechaliśmy do Can Tho, dużego miasta nad brzegiem Mekongu. Wcześnie rano następnego dnia wsiedliśmy na łódkę która zabrała nas na “pływający rynek”.

Mekong-11
Statki na pływającym rynku

Jest to miejsce na rzece gdzie rano zakotwiczają dziesiątki łódek. Z mniejszych sprzedaje sie ciepłe jedzenie, sandwicze, napoje (kawa, cola, piwo) jak i świeżo obrane i pokrojone owoce (ananasy, grejpfruty, banany). Na większych łodziach handluje się hurtowo większymi ilościami owoców, warzyw, ryb, ryżu (o wieloma innymi produktami).

Mekong-12
Drobni sprzedawcy z gotowym jedzeniem, owocami
Mekong-9
Cieple bułeczki :)
Mekong-10
Większy statek z arbuzami

Tego samego dnia odwiedziliśmy tez przetwórnie ryżu jak i miejsce gdzie produkuje się makaron ryżowy (oba miejsca położone nad brzegami Mekongu). Mogliśmy zobaczyć jak produkuje się makaron od masy ryżowej, poprzez suszenie i na koniec krojenie makaronu.

Mekong-13
Placek z masy ryżowej
Mekong-14
Suszenie placków ryżowych
Mekong-15
Gosia pomaga przy maszynie do krojenia makaronu

Na zakończenie dnia odwiedziliśmy farmę krokodyli. Ja myślałem ze coś takiego jest zabronione ale widać ze nie w południowej Azji. Na farmie hodowane są setki krokodyli (głownie ze względu na skórę ale również i mięso). W ogrodzonych “jeziorkach” można było zobaczyć dziesiątki krokodyli (od małych do takich które miały kilka metrów).

Mekong-17
Jedna z klatek z krokodylami

Mekong-16

Noc spędziliśmy w Long Xuyen gdzie odwiedziliśmy “nocny market”. Następnego dnia rano mogliśmy obejrzeć piękny wschód słońca.

Mekong-18
Wschód słońca nad Mekongiem

Mekong-19

Ostatniego dnia naszej wycieczki po delcie Mekongu odwiedziliśmy farmy rybne. Widząc jak hodowane ( a właściwie to produkowane) są ryby, zupełnie odechciewa się jedzenia ryb. W klatkach (10m x 15m), trzymane są tysiące ryb, które karmione są pasza (niesamowicie śmierdząca).

Mekong-20
Ryby w klatce walczą o pokarm (po wrzuceniu paszy)

Ostatnim przystankiem na Mekongu było przejście graniczne do Kambodży (która była następnym krajem naszej podróży po Azji).

Mekong-22
Punkt kontroli granicznej w Wietnamie

Trzy dni spędzone w delcie Mekongu były bardzo miłe, i pozwoliły nam zobaczyć Wietnam z innej strony. Także tutaj pożegnaliśmy się z Wietnamem. Do Wietnamu na pewno jeszcze wrócimy.

Praktyczne informacje:

  • 3 dniowa (2 noce) wycieczka po Mekongu z Sajgonu do Phnom Penh – 200 zł (kolacje nie były wliczone w cenę wycieczki)

Saigon – wieczór w operze

Następnym punktem w Wietnamie był Sajgon (Ho Chi Minh City). Przylecieliśmy tutaj samolotem z Da Nang (taniej i dużo szybciej niż pociągiem). Dzięki poradom znajomych podróżników z lotniska do centrum wzięliśmy autobus komunikacji miejskiej (numer 152), który kosztował 5000 dongs (80 groszy) zamiast taksówki która kosztuje od 50 do 70 złotych.

Ulica w Sajgonie
Ulica w Sajgonie

Gdy dotarliśmy do hotel, spotkaliśmy tam brytyjskie małżeństwo które właśnie zostało okradzione na rogu jednej z ulic. Ktoś na motorze wyrwał torebkę z rak i odjechał w ciągu kilku sekund. Ta historia spowodowała ze staliśmy się trochę ostrożniejsi. W Sajgonie spędziliśmy tylko 1 dzień (nie lubimy dużych, miast). Odwiedziliśmy okolicy Notre Dame (katedra niestety była zamknięta).

Katedra Notre Dame w Sajgonie
Katedra Notre Dame w Sajgonie

Obok znajdowała się Poczta Centralna. Jest to piękny neoklasyczny budynek wybudowany przez Francuzów na początku 20-go wieku.

Saigon-2
Budynek Poczty Centralnej w Sajgonie
Saigon-3
W budynku Poczty Centralnej

Będąc w budynku poczty natknęliśmy się na dziewczyny reklamujące operę (przedstawienie “A O”). Kupiliśmy bilety i wieczorem udaliśmy się do opery. Budynek opery (oficjalna nazwa – “Municipal Theatre of Ho Chi Minh City”) został wybudowany w roku 1900 w stylu “Francuskiej Trzeciej Republiki”. Przedstawienie “A O” łączy tradycyjna muzykę wietnamską, taniec, akrobatykę (cyrkową) pokazana w bambusowej dekoracji. Całe przedstawienie trwało godzinę i naprawdę możemy je polecić.

Saigon-6
Fasada opery w Sajgonie
Saigon-8
Reklama przedstawienia “A O” przed budynkiem opery
Saigon-9
Panorama wnętrza opery
Saigon-10
Po przedstawieniu – artyści “A O” pozują do zdjęć
Saigon-11
Budynek opery nocą

Po wyjściu z opery pospacerowaliśmy jeszcze po ulicach Sajgonu. Tuż obok opery można natknąć się na luksusowe sklepy (Louis Vuitton, Hermes itp.). Wiele sklepów było już udekorowane świątecznymi światełkami.

Saigon-7
Gosia przy świątecznym drzewku
Saigon-5
Świąteczne dekoracje

Saigon-12

Miasto jest jest ładniejsze od Hanoi (czystsze, szersze ulice) ale ma mniej “charakteru”.

Na zakończenie wieczoru odwiedziliśmy “ulice plecakowiczów“ (backpackers area) gdzie oczywiście znaleźliśmy knajpkę z tanim piwem i lokalnym jedzeniem. Następnego dnia rano wyruszyliśmy na wycieczkę po delcie Mekongu.

Praktyczne informacje:

  • Samolot z Da Nang do Sajgonu – 165 zł (linie VietJet)
  • Autobus z lotniska w Sajgonie do centrum – 80 groszy
  • Hotel (guesthouse) – 80 zł (wraz ze śniadaniem)
  • Bilet na przedstawienie “A O” (od 100 zł do 250 zł)

Hoi Ann, piękne ale przeraźliwie turystyczne miasto (Kup coś, tanio, tanio…).

HoiAn-22

Prosto po zakończeniu wycieczki po zatoce Ha Long, wróciliśmy do Hanoi, i wieczorem wsiedliśmy do nocnego pociągu jadącego na południe Wietnamu. Pociąg jedzie do Sajgonu (Ho Chi Minh City), ale my wysiadaliśmy w Da Nang. Podróż zajęła 15 godzin. Jechaliśmy w “najlepszym” wagonie sypialnym z 4 osobowymi przedziałami. Nie będę dużo opisywać tej podróży – ale nie był to najlepszy wybór. Nie dość ze wolno, to jeszcze wagony są brudne a o toaletach lepiej nie mówić). Na szczęście na dworcu w Da Nang czekał na nas samochód z naszego hoteliku. Z Da Nang do Hoi An jest około 30 kilometrów.

W Hoi Ann spędziliśmy 4 dni. Hoi Ann  (stare miasto) jest kolejnym miejsce które znajduje się na liście UNESCO.

Mimo ze przez trzy dni padał deszcz (z przerwami), większość czasu spędziliśmy spacerując po starych uliczkach, zatrzymując się w lokalnych kafejkach i restauracjach. W większości domów na poziomie ulicy znajdują się sklepy, restauracje, galerie i zakłady krawieckie z których słynie Hoi Ann.

HoiAn-9
Japoński Most
HoiAn-11
Budynki nad brzegiem rzeki Thu Bon

Historyczna cześć miasta jest przepiękna. Nie można przestać robić zdjęć i co chwile zachwycać się widokiem.  Uwielbialiśmy siedzieć w kawiarenkach nad rzeka z widokiem na stare miasto.

HoiAn-13
Uliczki w Hoi An
HoiAn-15
Nadbrzeże w Hoi An
HoiAn-17
Boczne uliczki
HoiAn-16
Ulica w “starym mieście”

Jedna z rzeczy która psuje atmosferę,  jest ciągłe nagabywanie przez sprzedawców (ze sklepów, jak i sprzedawców ulicznych). Każdy wola po angielsku “buy something, cheap, cheap” (kup coś, tanio, tanio). Nigdzie więcej w Wietnamie nie spotkaliśmy się z takim agresywnym namawianiem do zakupów.

Gosia rozmawia ze sprzedawcą w jednym ze sklepów
Gosia rozmawia ze sprzedawcą w jednym ze sklepów

Chodząc po starym mieście, natknęliśmy się na “Kazik Square” (plac Kazika). Początkowo myślałem ze jest to jakieś Wietnamskie słowo które przez przypadek pisze się jak “Kazik”. Ku naszemu zdumieniu, na placu znajduje się pomnik poświęcony Kazimierzowi Kwiatkowskiemu, uważanego tutaj za męża opatrznościowego, który uchronił zabytkowy kompleks przed likwidacją i przyczynił się do sukcesu miasta. Jemu przypisuje się główną zasługę wpisania Hội An do rejestru zabytków światowego dziedzictwa UNESCO. Jest to chyba jedyny “współczesny” pomnik w starym mieście.

Pomnik Kazimierza Kwiatkowskiego
Pomnik Kazimierza Kwiatkowskiego

Jednego dnia pojechaliśmy na plaże (około 3-4 kilometrów od miasta). Plaże nie są najładniejsze w tej pozę roku (małe, zerodowane przez fale..), ale najbardziej zaskoczyła nas ilość nowo budowanych hoteli i kompleksów turystycznych nad płazami. Wygląda to okropnie, za kilka lat nie będzie tu naturalnej płazy tylko sztucznie utrzymywane plaże z nawiezionym piaskiem otoczone resortami.

HoiAn-2
“Ulepszanie” plaży
HoiAn-5
Konstrukcje na plaży

Powracając do Hoi Ann – miasto jest przeurocze, warte zobaczenia i spędzenia kilku dni. Przeraża fakt ze turystów będzie przybywać z roku na rok.

HoiAn-8

HoiAn-10

HoiAn-19

HoiAn-20

HoiAn-23

HoiAn-24

HoiAn-25

Było to na pewno najładniejsze miasto (przynajmniej dla nas) w Wietnamie, ale chyba jak do tej pory Luang Prabang jest naszym faworyt w Południowej Azji.

Praktyczne informacje:

  • Hotel (Guesthouse):  Ngo Homestay – 22 dolary za noc (70 zł)
  • Wypożyczenie roweru – 4 zł za dzień
  • Przejażdżka łodzią po rzece – 25 zł za godzinę
  • Taksówka z Da Nang do Hoi An – 50 zł  (Pociagi/samoloty dojeżdżają tylko do Da Nang)
  • Pociąg z Hanoi do Da Nang (sypialny, miękkie łózka) – 175 zł

Zatoka Ha Long – krajobrazy nie z tej ziemi

Od samego początku naszego wyjazdu, wiedząc ze będziemy w Wietnamie, odwiedzenie zatoki Ha Long (Ha Long Bay) było jednym z głównych punktów podróży w Wietnamie.

HaLongBay-21
Panorama z zatoki Ha Long

W zatoce większość wysp ma formę wapiennych słupów wyłaniających się wysoko ponad powierzchnię wody. W 1962 Wietnam ustanowił zatokę „pomnikiem krajobrazowym”. W 1994 UNESCO umieściło ją na swojej Liście Światowego Dziedzictwa.

Od razu po przyjeździe do Hanoi, w hotelu którym mieszkaliśmy chcieliśmy zrobić rezerwacje na 3 dniowa wycieczkę po Ha Long Bay. Od wielu spotkanych ludzi, staraliśmy zebrać jak najwięcej informacji o tym które wycieczki są najciekawsze. Wiele osób polecało 3 dniowe wyjazdy (2 noce), gdzie jedna noc jest spędzana na statku a druga na wyspie. Dużo słyszeliśmy o kompani “Imperial cruise” ale w hotelu poradzono nam “Monkey Island Cruise”, gdzie druga noc spędza się na prywatnej wyspie.

Wyjazd do zatoki Ha Long rozpoczyna się w Hanoi,  z hotelu zabrał nas autobus który jedzie do Ha Long Bay około 4 godziny. Po dojeździe do nowo wybudowanej przystani weszliśmy na nasz statek. Statek musi mieć już swoje lata, widać było ze jest już dosyć “zużyty”. Nasza kabina była w porządku, oddzielna łazienka z prysznicem, a oprócz tego balkon. Oczekiwaliśmy trochę lepszego zakwaterowania, ale w końcu najważniejsze są widoki i krajobraz.

HaLongBay-6

Na szczęście pogoda była super (a jest to początek zimy, gdzie często jest pochmurnie). Od samego początku trzeba powiedzieć ze zatoka Ha Long robi niesamowite wrażenie. Skały wystające z morza, obrośnięte zielenią. Można to oglądać godzinami i ciągle nie można się wystarczająco napatrzyć.

HaLongBay-7

HaLongBay-9

Pierwszego dnia mieliśmy dwa przystanki. Pierwszy przystanek to jaskinia. Byliśmy wcześniej  w kilku jaskiniach w Tajlandii i Laosie, wiec nie oczekiwaliśmy nic specjalnego, ale ta jaskinia nas zaskoczyła. Dużo większa niż oczekiwaliśmy, podświetlona w środku (można mieć rożne opinie na ten temat) była naprawdę ciekawa.

HaLongBay-2

HaLongBay-3

HaLongBay-4

Drugim przystankiem była mała przystań gdzie przesiedliśmy się na kajaki. Odwiedziliśmy 2 mniejsze zatoczki, do których wpływa się przez tunele (niedostępne dla statków). Bardzo ciekawe, ale cała wyprawa kajakami trwała tylko godzinę.

HaLongBay-8

Następnego dnia zamiast kontynuacji wycieczki na statku, przenieśliśmy się na autobus, który zawiózł nas do innego portu, gdzie czekał na nas mały prom, który dowiózł na na “Monkey Island”. O tym ze będziemy jechać autobusem dowiedzieliśmy się dopiero na statku, nikt wcześniej o tym nie wspominał. To był coś czego zupełnie nie oczekiwaliśmy. Zamiast podróży po zatoce, mieliśmy przejazd autobusem po wyspie Cat Ba. Cóż, nasza wina – nie sprawdziliśmy dokładnie planu wycieczki.

HaLongBay-18
Monkey Island Resort

Ale cóż, nie można narzekać, zamiast oglądania zatoki mieliśmy jeden dzień na prywatnej wyspie, z piękna plaza i własnym domkiem z balkonem na plaży. Popołudnie spędziliśmy na plaży i na krótkim spacerze na droga stronę wyspy, gdzie spotkaliśmy kilkanaście małp (w końcu jest to wyspa małp – “Monkey Island”).

HaLongBay-19
Panorama Monkey Island Resort

HaLongBay-20

HaLongBay-17
Nasz “domek” – trzeci od lewej :)
HaLongBay-22
To jest naprawdę “Wyspa Małp”
HaLongBay-24
“Wyspa Małp”

 Ostatni dzień naszej wycieczki, to znowu prom na wyspę i autobus do tego samego miejsca gdzie nocowaliśmy pierwszej nocy. Potem około 2-3 godzin na opłynięcie części Halong Bay (na szczęście innej niż pierwszego dnia). Znowu piękne widoki wysp “wyrastających” z morza. Szkoda tylko ze tak krótko.

HaLongBay-25
Zachód słońca nad zatoką Ha Long
HaLongBay-27
Poranek nad zatoką Ha Long

HaLongBay-29

HaLongBay-28

HaLongBay-30
Jeszcze tutaj wrócimy

HaLongBay-31

W sumie nie możemy narzekać, pogoda była doskonała, piękne widoki, ale czujemy niedosyt.

HaLongBay-32

Następnym razem na pewno dokładniej sprawdzimy plan wycieczki. Będąc w zatoce Ha Long trzeba jak najwięcej czasu spędzić płynąc wśród setek małych wysepek. Nie bez powodu, ta zatoka została wybrana jako jeden z 7 “naturalnych” cudów świata. Mam nadzieje ze jeszcze tutaj wrócimy.

Praktyczne informacje:

  • Monkey Island Cruise (3 dni 2 noce) – 140-170 dolarów (wszystkie napoje są za dodatkową opłatą)
  • Indochina Junk Cruise (2 dni 1 noc) – 350 dolarów (następnym razem wybierzemy ten wyjazd)

Hanoi, widzieliśmy żółwia!!!

W Hanoi spędziliśmy 2 dni (3 noce). Pierwsze wrażenie – nie za dobre. Niesamowity ruch, hałas, spaliny. Ale powoli przyzwyczailiśmy się do tego, i w końcu możemy powiedzieć ze polubiliśmy to miasto.

Hanoi-17
Love Hanoi

Pierwszego dnia po śniadaniu (mimo że nasz hotel nie był drogi, mieliśmy śniadanie wliczone w cenę – które było wyśmienite) poszliśmy nad jeziorko Hoan Kiem blisko naszego hotelu. Hoan Kiem leży w samym centrum Hanoi, otoczone betonowymi brzegami z mała wysepka (Jade Island) na której znajduje się świątynia (Temple of Jade Mountain).

Jezioro Hoan Kiem w nocy
Jezioro Hoan Kiem w nocy

Spacerując wzdłuż brzegu, zobaczyliśmy grupkę ludzi pokazujących coś przy brzegu. Z ciekawości podeszliśmy, i zaczęliśmy się rozglądać. Widać było ze coś pływa przy brzegu. Myśleliśmy ze to jakaś ryba, a tu nagle pojawia się łeb dużego stworzenia – żółw. Gosi udało się zrobić zdjęcie głowy tego stwora. Nic sobie z tego wyrażenia nie robiliśmy, żółw jak żółw. Dopiero później dowiedzieliśmy się jacy z nas szczęściarze – ten żółw jest jak potwór z Loch Ness. Zobaczenie jego jest niezwykle rzadkie – w Wietnamie uważa się ze zobaczenie tego żółwia to znak tego ze ma się szczęście. Takich żółwi jest na Świecie podobno tylko trzy (lub cztery).

Hanoi-1
Widzieliśmy żółwia!!!

Poza “szczęśliwym żółwiem”, odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. Bardzo nam się podobały tereny Imperialnej Cytadeli Thang Long. Cytadela była siedziba władców Wietnamu w okresie od początku XI do końca XVIII w. W 2010 r. Cytadela została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W dniu kiedy odwiedzaliśmy cytadele, było tam dużo młodzieży, obchodzącej zakończenie szkoły.  Dziewczyny ubrane były w tradycyjne stroje wietnamskie.

Hanoi-7
Wejście do Cytadeli Thang Long

Hanoi-12

Hanoi-8
Dziewczyna w tradycyjnym stroju wietnamskim
Hanoi-10
Na terenach cytadeli

Hanoi-11

Byliśmy także przy pomniku Lenina – gdzie musiałem mieć zrobione zdjęcie.

Przy pomniku Lenina
Przy pomniku Lenina

W drodze od pomnika do mauzoleum Ho Chi MInha natknęliśmy się przypadkowo na Polska ambasadę.

Hanoi-5
Gosia przed ambasadą Rzeczypospolitej Polskiej

Mauzoleum znajduje się przy olbrzymim placu – który chyba jest wykorzystywany do defilad w czasie świat państwowych ( no i na pewno 1-go maja).

Mauzoleum Ho Chi Minha
Mauzoleum Ho Chi Minha

Pospacerowaliśmy tez nad brzegiem jeziora Zachodniego (West Lake).

Hanoi-18
Panorama West Lake

Wracając do hotelu, spróbowaliśmy tez jedzenia na ulicy. Usiedliśmy ma niskich stołeczkach, i jak wszyscy dostaliśmy “stałe menu” – porcje Bun Cha, plus “sajgonki”. Było to niesłychanie smaczne (i tanie)!

Hanoi-20
Uliczna “restauracja”
Hanoi-21
Próbujemy Bun Cha na ulicy w Hanoi

Wieczory spędziliśmy w okolicach “starego miasta”, gdzie można znaleźć setki restauracyjek ulicznych, sklepy ze wszystkim co tylko można chcieć (włączając w to sklepy z podróbkami ubrań, butów, sprzętu turystycznego itp). Często cała ulica sprzedaje te same rzeczy.

Hanoi-15
Wzdłuż jednej z ulic wszystkie sklepy sprzedawały dekoracje świąteczne

Hanoi-16

Podsumowując nasz pobyt w Hanoi – było super. Mimo ze nie przepadamy za dużymi miastami do Hanoi wrócimy z przyjemnością).

Praktyczne informacje

  • 1 Zloty = 6250 Dongs
  • Hotel: Splendora Hotel Hani (80 zł za noc), dobra lokacja, super obsługa
  • Piwo (640ml) – 10,000-20,000 Dongs (1,6 – 3,2 zł)
  • Wejście do Cytadeli – 60,000 Dongs (9 zł)
  • Taksówka z lotniska do Centrum – 45-60 zł
  • Jedzenie uliczne (Bun Cha) – 40,000 Dongs (7 zł)
  • Wiza Wietnamska na lotnisku (trzeba wcześniej załatwić list z akceptacja i potwierdzeniem) – 35 dolarów (trzeba mieć przygotowana gotówkę)