Category Archives: Tajlandia

Blogi o Tajlandii

Żegnamy Tajlandię i płyniemy do Laosu

White Temple

Nadszedł czas pożegnania z Tajlandią. Z Chiang Mai jedziemy do Chiang Rai. Jednym z powodów (może jedynym) żeby zatrzymać się w Chiang Rai jest “Biała Świątynia” Wat Rong Khun (White Temple). Wybudowana w roku 1997 przez artystę Chalermchai Kositpipat, świątynia rożni się od wszystkich innych świątyń w Tajlandii. Lśniąco biała, jakby wykuta z lodu. Można ją nazwać “kiczowatą” ale na pewno robiącą wrażenie. 

Slowboat-1
Wat Rong Khun (White Temple)
Slowboat-4
Jedna z wizji artysty w Białej Świątyni
Slowboat-5
Biała Świątynia

Wieczorem odwiedzamy “nocny rynek”. Trzeba przyznać ze był dosyć ciekawy, a szczególnie cześć nocnego rynku, gdzie znajdowały się lokalne “kuchnie uliczne” naokoło placu na którym postawione były dziesiątki stolików. Jedzenie można kupić w jednej z nich i zjeść je na placu.

Slowboat-6
Potrawy gotowe do przyrządzenia w jednej z “ulicznych kuchni”

Następnego dnia rano wyjeżdżamy z Chiang Rai do Chiang Kong (graniczne miasteczko z Laosem). Bierzemy lokalny autobus – znowu coś ciekawego. Stary autobus, bez zamykanych drzwi i okien. Nie ma turystów, tylko lokalni mieszkańcy przemieszczający się z wioski do wioski.

Slowboat-9
W lokalnym autobusie

 

Slowboat-10
Nasz autobus do Chiang Kong

Chiang Kong, to małe miasteczko, z jedna główna ulicą. Nie było by to nic ciekawego, ale dla nas po Chiang Mai i Chiang Rai, było to spokojne i ciche miejsce. Nasz hotel (położony nad brzegiem Mekongu) miał wspaniały widok na rzekę. Następnego dnia mieliśmy super widok na wschód słońca.

WIdok z naszego hotelu na Mekong
WIdok z naszego hotelu na Mekong
Slowboat-12
Wschód słońca nad Mekongiem

Naszym następnym celem jest miasto Luang Prabang w Laosie. Do Luang Prabang można dostać się samolotem a Chiang Mai, autobusem  z Chiang Mai albo z Chiang Rai albo wybrać się w podroż “slow boat” (spływ “powolnym” statkiem) z Chiang Kong. My zdecydowaliśmy się na “slow boat”. Podroż zajmuje dwa dni.

Slowboat-13
Nasz statek na jednym z przystanków

Najpierw trzeba przekroczyć granice z Laosem. Przejście graniczne z Laosem położone jest kilka kilometrów od Chiang Kong. Laos/Tajlandia wybudowały nowy most przez Mekong w ubiegłym roku. Na granicy złożyliśmy podanie o wizę (koszt 35 dolarów) i po 5 minutach przekroczyliśmy granice do Laosu.

Wcześniej zarezerwowaliśmy sobie miejsce na dwudniowym spływie do Luang Prabang. Z przejścia granicznego dojechaliśmy do przystani, i ulokowaliśmy się na naszym statku/lodzi. Tego dnia płynęło z nami jeszcze 7 osób. Normalne ten statek możne pomieścić około 30 osób (a podobnej wielkości “publiczne statki” mieszczą (upychają) około 100 osób). Dzięki temu że nasza grupa była mała, mogliśmy się bliżej poznać jak i nawiązać znajomość ze wszystkimi podróżnikami na statku.

Obiad z naszymi nowymi znajomymi na statku do Luang Prabang
Obiad z naszymi nowymi znajomymi na statku do Luang Prabang

Następne dwa dni minęły w doskonalej atmosferze. Pogoda dopisała, wiec widok ze statku na okolice Mekongu był wspaniały. Godzinami można siedzieć i oglądać tą wielka rzekę.

Slowboat-17
Piękne nadbrzeża Mekongu

Slowboat-18

Pierwszego dnia płynęliśmy około 7 godzin, zatrzymując się po drodze w jednej z biednych wiosek zamieszkałą przez lokalne “plemiona”. Poza tym na statku mieliśmy przygotowany obiad – podczas którego prowadziliśmy ciekawe rozmowy z nowo poznanymi ludźmi.

Wioska nad Mekongiem
Wioska nad Mekongiem

Po siedmiu godzinach dotarliśmy do polowy trasy (wioski Pakbeng), gdzie spędziliśmy noc (w jednym z hoteli). Pakbeng żyje z tego ze codziennie zatrzymują się tam na noc statki kursujące pomiędzy Chiang Kong i Luang Prabang.

Slowboat-21
Przystanek w Pakbeng

 

Slowboat-22
Przysmaki na rynku w Pakbeng

Następnego dnia wczesnym rankiem wróciliśmy na statek i kontynuowaliśmy nasza podroż. Podobnie jak pierwszego dnia, mogliśmy podziwiać piękne okolice. Dzięki temu ze spędziliśmy tyle czasu na statku, z małą grupa, poznaliśmy się lepiej, i nawet po zakończeniu naszej podroży spotykaliśmy się codzienne w Luang Prabang (ciągle utrzymujemy kontakt). Kto wie, możne jeszcze kiedyś będziemy mieli szanse na spotkanie “gdzieś w świecie”.

Slowboat-29
Nasza grupa po dojechaniu do Luang Prabang

Ostatnim przystankiem przed Luang Prabang była jaskinia (a właściwie dwie jaskinie) położone nad brzegami Mekongu. Dostać się do nich można tylko przepływając przez Mekong statkiem.

Slowboat-28
Jaskinie nad Mekongiem
Slowboat-26
Widok z jaskini nad Mekong

Drugiego dnia południu dopłynęliśmy w końcu do Luang Prabang (przystań znajduje się około 10 kilometrów od miasta, wiec trzeba było jeszcze dojechać minibusem do naszego hotelu). 

Następne cztery dni spędziliśmy w Luang Prabang ale o tym już w następnym blogu.

Praktyczne informacje:

Autobus z Chiang Mai do Chiang Rai

  • Wyjeżdża z Dworca Autobusowego #3. Linia Green Bus. Koszt 185THB (18 złotych).

Nocleg w Chiang Rai

  • Grandma Kaew House – Koszt 700THB (70 złotych)

Biala Swiatynia

  • 15 kilometrow od Chiang Rai. Można dojechać lokalnym autobusem (z centrum Chiang Rai). Koszt 20 THB (2 złote). Darmowy wstęp do świątyni.

Autobus Chiang Rai – Chiang Kong.

  • Localny autobus – 65THB ( 6 zlotych)

Nocleg w Chiang Kong

  • Day Waterfront Hotel. Koszt 20USD (70 zlotych)

2 dniowa podroż statkiem z CHaing Rai do Luang Prabang

  • Kompania “Nagi of Mekong”. Koszt 4600THB od osoby (460 zl)

Skuterem po północnej Tajlandii

Będąc w Chiang Mai wynajęliśmy na dwa dni skuter. Wynajęcie skutera w Tajlandii jest bardzo proste i tanie. Nikt nie pyta o prawo jazdy, wystarczy dać w zastaw paszport i z góry zapłacić za wynajęcie skutera (20 złotych na dzień). W wypożyczalni nikt nie pytał się o znajomość prowadzenia skutera. Dostałem 2 kaski i w drogę.

Scooter-10
Tankowanie skutera

Trzeba powiedzieć ze ostatnio na skuterze jeździliśmy dwadzieścia parę lat temu, a poza tym jazda w Chiang Mai to zupełnie coś nowego. Na ulicach jeżdżą setki skuterów, samochodów i autorikszy (znanych jako tuk-tuk). Praktycznie nie ma momentu żeby był mały ruch. Poza tym dużo spalin i kurzu. A na dodatek ruch lewostronny.

Pierwszego dnia rano, spotkaliśmy Łukasza i Marie, dla których był to ostatni dzień w Chiang Mai. W związku z tym ze ich autobus odjeżdżał wieczorem, zdecydowaliśmy się razem na całodzienny wyjazd w okolice Chaing Mai. Wcześniej na internecie znaleźliśmy ciekawa trasę – Samoeng Loop (czasami nazywane jako “najlepsza  100 kilometrowa trasa dla motocykli/skuterów w północnej Tajlandii).

IMG_1847
Mapa Samoeng Loop

Kilka kilometrów za Chaing Mai ruch znacznie się zmniejszył. Droga zrobiła się kręta, z dosyć dużymi zmianami elewacji. W końcu zmniejszyła się ilość spalin w powietrzu.

Pierwszy przystanek jakaś świątynia, wyglądająca jak wszystkie inne świątynie, nie było tam żadnych turystów, tylko nasza czwórka. Wychodząc ze świątyni spotkaliśmy samotnego motocyklistę – i tutaj niespodzianka – Polak. Coś niesamowitego, jesteśmy na odludziu w Tajlandii – I nie ma tu nikogo oprócz piątki Polaków.

Scooter-1

Ruszamy w drogę, po kilkunastu kilometrach znak – jaskinia. Zjeżdżamy na boczna drogę, którą jedziemy i jedziemy. W końcu jakaś wioska, i znak do jaskini. Zjeżdżamy w następną droga ale ta okazuje się za stroma. Zostawiamy skutery i idziemy pieszo. Nie ma żadnych znaków ale na polu widzimy lokalnych rolników. Łukasz idzie i zaczyna po polsku pytać się o jaskinie (stwierdził ze nie ma różnicy w jakim języku będzie rozmawiał – i tak nie będzie różnicy). W końcu doszliśmy do jaskini, ale nie mając latarek nie mogliśmy wejść zbyt daleko.

Scooter-2
Wejście do jaskini

Wracamy i jedziemy dalej. Następny przystanek wodospad. Zjeżdżamy na parking i idziemy do wodospadu, nagle mila niespodzianka. Spotykamy kilkanaście słoni chodzących przy wodospadzie, a wodzie pod wodospadem następne słonie – tym razem myte przez grupę turystów. Musiały to być słonie z okolicznej wioski.

Scooter-8
Rodzina słoni
Scooter-4
Gosia z małym słoniem
Scooter-6
Lukasz i Marta z największym słoniem

Scooter-7

Następne dwie godziny spędzamy jadąc po drogach z pięknymi widokami gór i dolin. Naprawdę warte zobaczenia. Ostatnia godzina jazdy to niestety główna droga do Chiang Mai – kurz i roboty drogowe. Ale mimo to można powiedzieć ze było super. Wieczorem pożegnaliśmy się z Łukaszem i Marta (mamy nadzieje ze nie było to ostatnie spotkanie).

Scooter-9
Widok z trasy

Nastopnego dnia jedziemy skuterem do świątyni Wat Phra That Doi Suthep. Jest to jedna z najciekawszych świątyń w okolicach Chiang Mai. Dojazd jest dosyć ciekawy, kreta droga pod gore, ale w związku z tym ze jest tam niesamowity ruch cały czas jedziemy wdychając spaliny. Po dojeździe na miejsce trzeba jeszcze pokonać ponad 300 schodów żeby dojść do świątyni. Świątynia położona jest na gorze Doi Suthep z której mamy wspaniały widok na Chiang Mai.

Scooter-15
W świątyni Doi Suthep
Scooter-12
Mała Tajka siedząca przy schodach świątyni

Na pewno warta zobaczenia, ale trzeba przyznać że dużym minusem są tłumy turystów.

Scooter-13
Tłumy turystów na schodach do Doi Suthep

Po odwiedzeniu Doi Suthep, wracamy do miasta i jedźmy do mniej znanej świątyni Wat Umong. Bardzo ciekawe (mniej znane) miejsce położone w dużym parku. Jedna z ciekawostek są tunele znajdujące się na terenie świątyni.

 

Scooter-17
Tunel w Wat Umong
Scooter-18
Gosia w tunelu w Wat Umong
Scooter-19
Buddha w tunelu

Po południu wróciliśmy z powrotem do Chiang Mai i oddaliśmy skuter z powrotem do wypożyczalni. Na tym skończyła się nasza dwudniowa przygoda ze skuterami.

Gotowanie w Chiang Mai

Jedna z atrakcji w Chiang Mai są lekcje gotowania tajskich potraw. Lekcje gotowanie nie były czymś co planowaliśmy, ale w związku z tym ze zapowiadały się dwa deszczowe dni, zdecydowaliśmy się na całodzienną klasę gotowania. Hania i Ela (znajome które spotkaliśmy w Bangkoku) poleciły nam “Gap Thia Culinary Art School”.

Cooking-10
Nasza grupa

Po spotkaniu wszystkich uczestników “klasy gotowania”, udaliśmy się razem z “szefem kuchni” na lokalny rynek. Joe pokazał nam rożne lokalne produkty używane w kuchni tajskiej. Oprócz tego zakupiliśmy tez kilka produktów i prosto z rynku pojechaliśmy do “szkoły gotowania”.

Cooking-1
Lokalny rynek w Chiang Mai
Cooking-2
Świeże warzywa

Szkoła (Kuchnia) znajduje się na wolnym powietrzu, w ogrodzie domu właścicielki szkoły. Każdy z uczestników (w tym dniu było dziewięć osób – w większości z Europy) miał swoje stanowisko do gotowania.

Cooking-4
Stanowiska do gotowania

Joe rozpoczął od pokazania jak przygotowuje się Zieloną Pastę Curry (Green Curry Paste). My pomagaliśmy miażdżyc i mielić składniki wchodzące w skład pasty.

Po zrobieniu pasty, rozpoczęliśmy gotowanie tajskich potraw. Do południa pod okiem Joe, przygotowaliśmy 5 potraw – Green Curry Chicken (kurczak z zielona curry), Stir fried Chicken with Cashew nut (kurczak z orzechami cashew smażony na oleju palmowym), Fish Souffle (suflet rybny w liściu bananowym), Thai style fish cake (tajskie ciasto rybne), Spicy&Sour Lemongras soup (ostrą i kwaśną zupę z trawy cytrynowej). Nie mogliśmy się doczekać kiedy będziemy mogli tego posmakować. 

Cooking-5
Gotujemy!
Cooking-7
Suflet rybny w czasie gotowania

W końcu nadeszła pora obiadu. Trzeba przyznać ze prawie wszystko nam smakowało (Gosia nie przepadała za sufletem) a z najlepsza potrawę uznaliśmy kurczaka z orzechami cashew.

Cooking-8
Potrawy gotowe do jedzenia
Cooking-9
W trakcie obiadu

Po południu (po obiedzie i krótkiej przerwie), rozpoczęliśmy druga cześć naszej klasy. Przygotowaliśmy jeszcze 3 dania – Steamed whole pumpkin with coconut custard (dynia na parze wypełniona sosem angielskim “custard”), Thai Spring Roll (tajskie “sajgonki”) i jedna z naszych ulubionych potraw tajskich – Phat Thai (Pad Tai) zawinięte w omlecie.

Cooking-12
Pad Tai jeszcze na patelni

Po zakończeniu gotowania, popołudniowe potrawy zostały zapakowane w pudelka (byliśmy tak najedzeni ze nie było mowy o zjedzeniu tego na miejscu) które zabraliśmy ze sobą (mieliśmy gotowa kolacje )

Cooking-11
Sajgonki w pudełkach

Na zakończenie każdy z uczestników otrzymał książkę z przepisami tradycyjnych potraw tajskich (wszystkie potrawy które przygotowywaliśmy znajdują się w książce).

Nie będziemy jeździć na słoniach!

Czytając o Tajlandii przed wyjazdem, jednym z miejsc które najbardziej chcieliśmy odwiedzić było Sanktuarium słoni (Elephant Nature Park – ENP albo “Park”) w okolicach Chiang Mai, gdzie można spędzić tydzień jako wolontariusz, Niestety, kiedy próbowaliśmy zrobić rezerwacje we wrześniu, okazało  sie ze nie ma wolnych miejsc przez następne 6 miesięcy. Kiedy dojechaliśmy do Chiang Mai, poszliśmy do biura ENP, mając nadzieje za może uda się coś załatwić. Powiedziano nam ze nie ma miejsc ale ze trzeba sprawdzać codziennie. Następnego dnia rana, udaliśmy się ponownie do biura ENP, okazało się ze otworzyły się 2 miejsca na tygodniowy pobyt zaczynający się za  3 dni!!! Super wiadomość, ucieszyliśmy się niesamowicie!!!

ENP-15

Tydzień wolontariatu rozpoczął się w Poniedziałek . Odebrano nas z hotelu o 8 rano po czym pojechaliśmy do biura ENP gdzie spotkaliśmy się z reszta wolontariuszy, którzy z nami mieli spędzić tydzień w sanktuarium dla słoni. Nasza grupa liczyła 48 osób, ludzie z całego świata w rożnym wieku (od 20 latków po 70 latków ).

ENP-19
Wolontariusze

Po dojechaniu do sanktuarium (położonego około 60 kilometrów na północ od Chiang Mai) większość dnia spędziliśmy na orientacji na temat parku, słoni, traktowania  słoni w Tajlandii ( jak i w Birmie). Trzeba przyznać ze nie mieliśmy pojęcia o tym jak traktowane i wykorzystywane są słonie (w turystyce, ciężkiej pracy a nawet w zebraniu na ulicach miast). Zupełnie zmienił się nasz punkt widzenia na turystyczne atrakcje gdzie spotyka się słonie (i inne zwierzęta). Na pewno nie będziemy chcieli jeździć na słoniach.

ENP-11
Młody słoń (niestety z ciężko uszkodzona nogą)
ENP-20
Jeden z najstarszych słoni w ENP

Więcej na ten temat można się dowiedzieć tutaj http://expertvagabond.com/elephants-in-thailand/.

Sanktuarium zostało rozpoczęte przez Sangduen “Lek” Chailert (Tajkę, urodzona w malej górskiej wiosce na północy Tajlandii). Kiedy była jeszcze mała dziewczynka jej rodzina opiekowała się słoniem z którym Lek się zaprzyjaźniła. Po ukończeniu studiów w Chiang Mai, Lek otworzyła “Niebo dla słoni” (Elephant Heaven Nature Park) w 1996 roku. Oryginalna lokacja została zamknięta w 2003 roku w związku z otwarciem Elephant Nature Park.

ENP-1
Założycielka Elephant Nature Park – Sangduen “Lek” Chailert
ENP-3
Gosia z Sangduen “Lek” Chailert

Obecnie w ENP schronienie znalazło 41 słoni,  których większość jest okaleczona, nie w pełni sprawna – wszystko związane z tym jak traktowane i wykorzystywane byle te zwierzęta w przeszłości. W ENP maja szanse na spokojne życie.

ENP-13
Grupa słoni w ENP

Oprócz starszych słoni, jest tez kilka młodych, urodzonych już w ENP.

Przez tydzień spędzony w ENP, pomagaliśmy w rożnych praca u na terenie  parku. Pracowaliśmy 2-3 godziny rano, i 2-3 godziny po południu. Program dnia był codziennie taki sam: śniadanie o 7 rano, przedpołudniowa praca o 8, obiad o 11:30, popołudniowa praca o 1 i kolacja o 6.

Jeżeli chodzi o prace to do w codziennych zajęć wchodziły następujące czynności: sprzątanie słonich odchodów :), przygotowywanie jedzenia dla słoni, rozładowywane samochodów  z jedzeniem (arbuzy, dynie, banany), sadzenie dyń, mycie słonich schronisk i spacer ze słoniami. Podzieleni byliśmy a cztery grupy, każda zajmująca się innymi czynnościami (zmieniającymi się codziennie tak żeby mieć okazje spróbowania każdej pracy)

ENP-8
Sprzątanie po słoniach :). Niekończąca się praca.
ENP-14
Rozładowywanie bananów

Codziennie mieliśmy tez okazje do mycia słoni.

ENP-18
Mycie słoni
ENP-16
Mycie słoni

Wieczory spędzaliśmy z innymi wolontariuszami, poznając bliżej wielu z nich. Mamy nadzieje ze  z wieloma z nich jeszcze się kiedyś spotkamy.

ENP-22
Nowe znajome z Singapuru

Tydzień minął niesamowicie szybko. Było to wspaniałe przeżycie. Mieliśmy możliwość spędzenia czasu w bliskim kontakcie ze słoniami, poznania ciekawych ludzi, a przy okazji mogliśmy troszeczkę pomoc dobremu celowi.

cropped-ENP-1.jpg
Elephant Nature Park

Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieć możliwość odwiedzenia ENP to bardzo polecamy.

Tajlandzkie święto Loy Krathong w Chiang Mai

Po powrocie z Kanczanaburi wróciliśmy na jedna noc do Bangkoku, skąd następnego dnia mieliśmy sypialny pociąg do Chiang Mai. Pociąg jedzie do Chiang Mai przez 14 godzin. Jechaliśmy w wagonie z 2- osobowymi przedziałami. Do Chiang Mai dojechaliśmy  nad ranem w poniedziałek.

Loy_Krathong-12
Chiang Mai nocą

 Nasza wizytę w Chiang Mai planowaliśmy na początek listopada w związku zw świętem Loy Krathong – związanym z końcem kalendarza księżycowego (obchodzonego w w Tajlandii i częściach Malezji, Birmy i Laosu) jak i świętem Yi Peng (w czasie tego święta wieczorami puszczane są setki lampionów.

Loy_Krathong-3
Lampiony

Święto obchodzone jest przez 3 dni. Każdego wieczoru od jednej z głównych bram “Starego Miasta” rozpoczyna się uroczysty pochód w kierunku rzeki, z dziesiątkami pięknie udekorowanych pojazdów, młodzieży ubranej w tradycyjne stroje tajlandzkie, tancerzy itp.

Loy_Krathong-5
Uroczysty pochod

Loy_Krathong-6

W czasie tegorocznych obchodów, Chiang Mai zapełniło się turystami. W hotelach i hostelach ciężko było znaleźć jakiekolwiek miejsca.

Pierwszej nocy padało, więc wieczór nie był zbyt przyjemny. Na szczęście następnego dnia pogoda była znacznie lepsza. Oprócz tego  spotkaliśmy się z dwoma dziewczynami z Polski (które przez przypadek spotkaliśmy dwa dni wcześniej na dworcu kolejowym w Bangkoku).

Dzięki temu był to niezapomniany wieczór.

Nad rzeka kupiliśmy nasze Krathongs i lampiony. Najpierw wypuściliśmy nasze lampiony. Coś wspaniałego – razem z naszym lampionem na niebie można zobaczyć setki lecących lampionów.

Loy_Krathong-4
Wypuszczamy nasz lampion
Loy_Krathong-1
Super wieczór spędziliśmy z Hanią i Elą

Później wieczorem z tłumami ludzi znaleźliśmy się nad brzegiem rzeki, gdzie wypuściliśmy nasze “Krathongs”. Krathongs to malutkie tratwy (wielkości talerza ), robione z kawałka pnia bananowca, ozdobione kwiatami, świeczkami itp.)

Loy_Krathong-2
Nasze Krathongs, gotowe do “wodowania”
Loy_Krathong-8
Rzeka w Chiang Mai w czasie Loy Krathong
Loy_Krathong-10
Krathongs płynące wzdłuż rzeki

Loy Krathong and Yi Peng są na pewno tradycyjnymi świętami które warto zobaczyć.

Koleją do Kanczanaburi – linią “Kolei Śmierci”

Po trzech dniach spędzonych w Bangkoku  jedziemy do Kanczanaburi – małego miasteczka nad rzeka Kwai. To miejsce poleciła nam Ania (znajoma z Hilton Head). Pociąg odjeżdżał ze stacji Thonburi – początku “Kolei Śmierci”, linii kolejowej budowanej częściowo przez alianckich jeńców wojennych w czasie II wojny światowej. Podczas budowy zginęło okolu 100 tysięcy cywili i 16 tysięcy jeńców.

Na dworcu Thonburi
Na dworcu Thonburi

Na tej linii jeżdżą tylko pociągi 3-ciej klasy (z drewnianymi siedzeniami) ale warto się tym pociągiem przejechać. Podroż do Kanczanaburi zajmuje około 3-4 godzin (pociąg często się spóźnia).

River_Kwai-2
Wagon w pociągu do Kanczanaburi

Do Kanczanaburi dojechaliśmy około 17 po południu, I od razu ruszyliśmy do naszego pensjonatu (Jim’s Guesthouse – 1250THB za noc). Był przyjemny ale można znaleźć o wiele tańsze miejsca o podobnym standardzie. Wieczór spędziliśmy nad rzeka gdzie spotkaliśmy się z Niemiecka para którą poznaliśmy w pociągu.

Zachód słońca nad rzeką Kwai
Zachód słońca nad rzeką Kwai

Drugiego dnia – wycieczka pociągiem do Nam Tok, drugiej części “Kolei Śmierci”. Podroż trwa około 2.5 godziny, ale po 1.5 godziny od wyjazdu dojeżdżamy do miejsca gdzie linia kolejowa biegnie przez drewniany wiadukt wbudowany na zboczu góry. Po lewej stronie przepaść i niesamowity widok na rzekę. Dla tego widoku warto jest wziąć ten pociąg (trzeba pamiętać żeby usiąść po lewej stronie wagonu).

Wiadukt na rzece Kwai w drodze to Nam Tok
Wiadukt na rzece Kwai w drodze to Nam Tok

 

River_Kwai-5
Na trasie do Nam Tok

Po dojechaniu do Nam Tok można wziąć taksówkę (songthaew) do muzeum “Hellfire Pass”, które upamiętnia alianckich jeńców wojennych i azjatyckich cywilów którzy zginęli w czasie budowy linii kolejowej. My z braku czasu podeszliśmy tylko do pobliskiego wodospadu, gzie można się ochłodzić.

Wodospad w Nam Tok
Wodospad w Nam Tok

Do Kanczanaburi wróciliśmy lokalnym autobusem, dużo szybszym niż pociąg (tylko okolu godziny). Wieczorem kolacja w malej wegetariańskiej restauracji (gdzie zjedliśmy bardzo smaczny Pat tai – jeden z lepszych które próbowaliśmy w Tajlandii)

Trzeciego dnia – przed powrotem do Bangkoku zrobiliśmy sobie spacer przez sławny most (Most na rzece Kwai – upamiętniony w file o tym samym tytule). Przez most można przejść pieszo, a nawet można na nim stanąć w czasie przejazdu pociągu (we wyznaczonych miejscach).

River_Kwai-15
Most na rzece Kwai

 

River_Kwai-14
Pociąg jadący mostem przez rzekę Kwai
Okolice mostu w Kanczanaburi
Okolice mostu w Kanczanaburi

Kanczanabri było mila zmiana po tętniącym życiem Bangkoku. Ale po dwóch dniach czas na kolejną przygodę.

.

Bangkok

Bangkok start naszej podróży po Azji Południowo-Wschodniej.

Bangkok-15
Bangkok – Pałac Królewski

Po trzytygodniowym pobycie w Polsce nadszedł czas wyjazdu do Tajlandii. Ostatnie dwa dni przed podróżą spędziliśmy w Warszawie. Tam spotkaliśmy się ze znajomymi z Atlanty ( Alicją i Kasią). Dzięki Kasi mieliśmy możliwość wzięcia udziału w Grand Prix 2014 Magazynu Wino. Super impreza.

Rano 1go października wylecieliśmy do Bangkoku z przesiadką w Doha (Qatar). Podroż minęła bez problemów.

Do Bangkoku dolecieliśmy około 7 rano  2go października. Z lotniska do Bangkoku zdecydowaliśmy się na dojazd używając najpierw kolejki expresowej (Airport Rail Link – SE Express Line) do stacji Makkasan (koszt 35THB na osobę). Ze stacji Makkasan trzeba przejść do stacji metra (MRT) Phetchburi, skąd pojechaliśmy metrem do stacji Lumphini. Do naszego hotelu (Aetas Lumpini) mieliśmy tylko około 200 metrów.

Bangkok-1

Mimo że byliśmy w hotel bardzo wcześnie, od razu dostaliśmy pokój. Po krótkiej drzemce rozpoczęliśmy zwiedzanie okolicy. Blisko hotelu znajduje się duży park – Lumphini Park. Położony w centrum miasta, pozwala się zrelaksować wśród zieleni, małych jeziorek i placów zabaw. Spędziliśmy tam nasze pierwsze popołudnie.

Bangkok-2

Wieczór spędziliśmy na ulicy Silom która w dzień jest centrum finansowym a wieczorem zamienia się w tętniącą życiem ulicę którą opanowują drobni sprzedawcy oferujący przeróżne produkty (uliczne jedzenie, ubrania, podróbki zegarków itp).

Bangkok-3

Następnego dnia zdecydowaliśmy się na zwiedzanie Pałacu Królewskiego (Royal Palce). Z hotelu dojechaliśmy nad rzekę przystań Central Pier skąd popłynęliśmy promem wzdłuż rzeki. Pałac znajduje się w pobliżu przystani Pier 9 (Tha Chang).

Bangkok-4

Od przystani do Pałacu jest tylko kilkaset metrów, ale po drodze kilka osób próbowało nas przekonać, że choć nie ma już biletów do Pałacu, oni mogą nam załatwić wejście ( w rzeczywistości ludzie ci chcą wyprowadzić turystów do innych miejsc).

. Do Pałacu jest tylko jedno wejście – przez główną bramę. Trzeba pamiętać o wymaganym ubiorze, zakryte kolana i ramiona (długie spodnie, spódnice zakrywające kolana). Nie ma problemu jeżeli nie mamy tego z sobą – za niewielka sumę można wypożyczyć wymagane rzeczy (albo kupić na pobliskiej ulicy gdzie można kupić wszystko).

Wejście do pałacu kosztuje 500 THB. Nie jest to tanio, ale na pewno Pałac warty jest zobaczenia.

 Bangkok-8

Bangkok-10

Bangkok-11

Bangkok-14

Bangkok-12

Bangkok-9

Bangkok-13

Bangkok-7

Bangkok-6

Pałac przeszedł nasze oczekiwania, wspaniale budowle, niesamowite malowidła jak i przywiązanie do detalu we wszystkich budowlach.

Pałac Królewski to duży  kompleks budynków w Bangkoku. Służył jako oficjalna rezydencja króla Tajlandii od XVIII wieku do połowy XX wieku. Budowa Wielkiego Pałacu rozpoczęła się w roku 1782, gdy u władzy był król Rama I.

W pobliżu pałacu jest kolejne miejsce warte zobaczenia.  Przejście do Wat Pho (Reclinig Buddha) zajmuje tylko kilka minut ale ponownie trzeba uważać na osoby udające państwowych urzędników, którzy informuje ze Wat Pho jest zamknięty i oferują inne miejsca. 

Bangkok-17

Bangkok-19

Bangkok-18

Trzeciego dnia odwiedziliśmy handlowe centra w okolicach stacji metra Siam. Niesamowicie dużo luksusowych sklepów (Gucci, Prada, Versace itp.). Wieczorem znowu wróciliśmy na ulice Silom i nocny market.