Gotowanie w Chiang Mai

Jedna z atrakcji w Chiang Mai są lekcje gotowania tajskich potraw. Lekcje gotowanie nie były czymś co planowaliśmy, ale w związku z tym ze zapowiadały się dwa deszczowe dni, zdecydowaliśmy się na całodzienną klasę gotowania. Hania i Ela (znajome które spotkaliśmy w Bangkoku) poleciły nam “Gap Thia Culinary Art School”.

Cooking-10
Nasza grupa

Po spotkaniu wszystkich uczestników “klasy gotowania”, udaliśmy się razem z “szefem kuchni” na lokalny rynek. Joe pokazał nam rożne lokalne produkty używane w kuchni tajskiej. Oprócz tego zakupiliśmy tez kilka produktów i prosto z rynku pojechaliśmy do “szkoły gotowania”.

Cooking-1
Lokalny rynek w Chiang Mai
Cooking-2
Świeże warzywa

Szkoła (Kuchnia) znajduje się na wolnym powietrzu, w ogrodzie domu właścicielki szkoły. Każdy z uczestników (w tym dniu było dziewięć osób – w większości z Europy) miał swoje stanowisko do gotowania.

Cooking-4
Stanowiska do gotowania

Joe rozpoczął od pokazania jak przygotowuje się Zieloną Pastę Curry (Green Curry Paste). My pomagaliśmy miażdżyc i mielić składniki wchodzące w skład pasty.

Po zrobieniu pasty, rozpoczęliśmy gotowanie tajskich potraw. Do południa pod okiem Joe, przygotowaliśmy 5 potraw – Green Curry Chicken (kurczak z zielona curry), Stir fried Chicken with Cashew nut (kurczak z orzechami cashew smażony na oleju palmowym), Fish Souffle (suflet rybny w liściu bananowym), Thai style fish cake (tajskie ciasto rybne), Spicy&Sour Lemongras soup (ostrą i kwaśną zupę z trawy cytrynowej). Nie mogliśmy się doczekać kiedy będziemy mogli tego posmakować. 

Cooking-5
Gotujemy!
Cooking-7
Suflet rybny w czasie gotowania

W końcu nadeszła pora obiadu. Trzeba przyznać ze prawie wszystko nam smakowało (Gosia nie przepadała za sufletem) a z najlepsza potrawę uznaliśmy kurczaka z orzechami cashew.

Cooking-8
Potrawy gotowe do jedzenia
Cooking-9
W trakcie obiadu

Po południu (po obiedzie i krótkiej przerwie), rozpoczęliśmy druga cześć naszej klasy. Przygotowaliśmy jeszcze 3 dania – Steamed whole pumpkin with coconut custard (dynia na parze wypełniona sosem angielskim “custard”), Thai Spring Roll (tajskie “sajgonki”) i jedna z naszych ulubionych potraw tajskich – Phat Thai (Pad Tai) zawinięte w omlecie.

Cooking-12
Pad Tai jeszcze na patelni

Po zakończeniu gotowania, popołudniowe potrawy zostały zapakowane w pudelka (byliśmy tak najedzeni ze nie było mowy o zjedzeniu tego na miejscu) które zabraliśmy ze sobą (mieliśmy gotowa kolacje )

Cooking-11
Sajgonki w pudełkach

Na zakończenie każdy z uczestników otrzymał książkę z przepisami tradycyjnych potraw tajskich (wszystkie potrawy które przygotowywaliśmy znajdują się w książce).

Nie będziemy jeździć na słoniach!

Czytając o Tajlandii przed wyjazdem, jednym z miejsc które najbardziej chcieliśmy odwiedzić było Sanktuarium słoni (Elephant Nature Park – ENP albo “Park”) w okolicach Chiang Mai, gdzie można spędzić tydzień jako wolontariusz, Niestety, kiedy próbowaliśmy zrobić rezerwacje we wrześniu, okazało  sie ze nie ma wolnych miejsc przez następne 6 miesięcy. Kiedy dojechaliśmy do Chiang Mai, poszliśmy do biura ENP, mając nadzieje za może uda się coś załatwić. Powiedziano nam ze nie ma miejsc ale ze trzeba sprawdzać codziennie. Następnego dnia rana, udaliśmy się ponownie do biura ENP, okazało się ze otworzyły się 2 miejsca na tygodniowy pobyt zaczynający się za  3 dni!!! Super wiadomość, ucieszyliśmy się niesamowicie!!!

ENP-15

Tydzień wolontariatu rozpoczął się w Poniedziałek . Odebrano nas z hotelu o 8 rano po czym pojechaliśmy do biura ENP gdzie spotkaliśmy się z reszta wolontariuszy, którzy z nami mieli spędzić tydzień w sanktuarium dla słoni. Nasza grupa liczyła 48 osób, ludzie z całego świata w rożnym wieku (od 20 latków po 70 latków ).

ENP-19
Wolontariusze

Po dojechaniu do sanktuarium (położonego około 60 kilometrów na północ od Chiang Mai) większość dnia spędziliśmy na orientacji na temat parku, słoni, traktowania  słoni w Tajlandii ( jak i w Birmie). Trzeba przyznać ze nie mieliśmy pojęcia o tym jak traktowane i wykorzystywane są słonie (w turystyce, ciężkiej pracy a nawet w zebraniu na ulicach miast). Zupełnie zmienił się nasz punkt widzenia na turystyczne atrakcje gdzie spotyka się słonie (i inne zwierzęta). Na pewno nie będziemy chcieli jeździć na słoniach.

ENP-11
Młody słoń (niestety z ciężko uszkodzona nogą)
ENP-20
Jeden z najstarszych słoni w ENP

Więcej na ten temat można się dowiedzieć tutaj http://expertvagabond.com/elephants-in-thailand/.

Sanktuarium zostało rozpoczęte przez Sangduen “Lek” Chailert (Tajkę, urodzona w malej górskiej wiosce na północy Tajlandii). Kiedy była jeszcze mała dziewczynka jej rodzina opiekowała się słoniem z którym Lek się zaprzyjaźniła. Po ukończeniu studiów w Chiang Mai, Lek otworzyła “Niebo dla słoni” (Elephant Heaven Nature Park) w 1996 roku. Oryginalna lokacja została zamknięta w 2003 roku w związku z otwarciem Elephant Nature Park.

ENP-1
Założycielka Elephant Nature Park – Sangduen “Lek” Chailert
ENP-3
Gosia z Sangduen “Lek” Chailert

Obecnie w ENP schronienie znalazło 41 słoni,  których większość jest okaleczona, nie w pełni sprawna – wszystko związane z tym jak traktowane i wykorzystywane byle te zwierzęta w przeszłości. W ENP maja szanse na spokojne życie.

ENP-13
Grupa słoni w ENP

Oprócz starszych słoni, jest tez kilka młodych, urodzonych już w ENP.

Przez tydzień spędzony w ENP, pomagaliśmy w rożnych praca u na terenie  parku. Pracowaliśmy 2-3 godziny rano, i 2-3 godziny po południu. Program dnia był codziennie taki sam: śniadanie o 7 rano, przedpołudniowa praca o 8, obiad o 11:30, popołudniowa praca o 1 i kolacja o 6.

Jeżeli chodzi o prace to do w codziennych zajęć wchodziły następujące czynności: sprzątanie słonich odchodów :), przygotowywanie jedzenia dla słoni, rozładowywane samochodów  z jedzeniem (arbuzy, dynie, banany), sadzenie dyń, mycie słonich schronisk i spacer ze słoniami. Podzieleni byliśmy a cztery grupy, każda zajmująca się innymi czynnościami (zmieniającymi się codziennie tak żeby mieć okazje spróbowania każdej pracy)

ENP-8
Sprzątanie po słoniach :). Niekończąca się praca.
ENP-14
Rozładowywanie bananów

Codziennie mieliśmy tez okazje do mycia słoni.

ENP-18
Mycie słoni
ENP-16
Mycie słoni

Wieczory spędzaliśmy z innymi wolontariuszami, poznając bliżej wielu z nich. Mamy nadzieje ze  z wieloma z nich jeszcze się kiedyś spotkamy.

ENP-22
Nowe znajome z Singapuru

Tydzień minął niesamowicie szybko. Było to wspaniałe przeżycie. Mieliśmy możliwość spędzenia czasu w bliskim kontakcie ze słoniami, poznania ciekawych ludzi, a przy okazji mogliśmy troszeczkę pomoc dobremu celowi.

cropped-ENP-1.jpg
Elephant Nature Park

Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieć możliwość odwiedzenia ENP to bardzo polecamy.

Tajlandzkie święto Loy Krathong w Chiang Mai

Po powrocie z Kanczanaburi wróciliśmy na jedna noc do Bangkoku, skąd następnego dnia mieliśmy sypialny pociąg do Chiang Mai. Pociąg jedzie do Chiang Mai przez 14 godzin. Jechaliśmy w wagonie z 2- osobowymi przedziałami. Do Chiang Mai dojechaliśmy  nad ranem w poniedziałek.

Loy_Krathong-12
Chiang Mai nocą

 Nasza wizytę w Chiang Mai planowaliśmy na początek listopada w związku zw świętem Loy Krathong – związanym z końcem kalendarza księżycowego (obchodzonego w w Tajlandii i częściach Malezji, Birmy i Laosu) jak i świętem Yi Peng (w czasie tego święta wieczorami puszczane są setki lampionów.

Loy_Krathong-3
Lampiony

Święto obchodzone jest przez 3 dni. Każdego wieczoru od jednej z głównych bram “Starego Miasta” rozpoczyna się uroczysty pochód w kierunku rzeki, z dziesiątkami pięknie udekorowanych pojazdów, młodzieży ubranej w tradycyjne stroje tajlandzkie, tancerzy itp.

Loy_Krathong-5
Uroczysty pochod

Loy_Krathong-6

W czasie tegorocznych obchodów, Chiang Mai zapełniło się turystami. W hotelach i hostelach ciężko było znaleźć jakiekolwiek miejsca.

Pierwszej nocy padało, więc wieczór nie był zbyt przyjemny. Na szczęście następnego dnia pogoda była znacznie lepsza. Oprócz tego  spotkaliśmy się z dwoma dziewczynami z Polski (które przez przypadek spotkaliśmy dwa dni wcześniej na dworcu kolejowym w Bangkoku).

Dzięki temu był to niezapomniany wieczór.

Nad rzeka kupiliśmy nasze Krathongs i lampiony. Najpierw wypuściliśmy nasze lampiony. Coś wspaniałego – razem z naszym lampionem na niebie można zobaczyć setki lecących lampionów.

Loy_Krathong-4
Wypuszczamy nasz lampion
Loy_Krathong-1
Super wieczór spędziliśmy z Hanią i Elą

Później wieczorem z tłumami ludzi znaleźliśmy się nad brzegiem rzeki, gdzie wypuściliśmy nasze “Krathongs”. Krathongs to malutkie tratwy (wielkości talerza ), robione z kawałka pnia bananowca, ozdobione kwiatami, świeczkami itp.)

Loy_Krathong-2
Nasze Krathongs, gotowe do “wodowania”
Loy_Krathong-8
Rzeka w Chiang Mai w czasie Loy Krathong
Loy_Krathong-10
Krathongs płynące wzdłuż rzeki

Loy Krathong and Yi Peng są na pewno tradycyjnymi świętami które warto zobaczyć.

Koleją do Kanczanaburi – linią “Kolei Śmierci”

Po trzech dniach spędzonych w Bangkoku  jedziemy do Kanczanaburi – małego miasteczka nad rzeka Kwai. To miejsce poleciła nam Ania (znajoma z Hilton Head). Pociąg odjeżdżał ze stacji Thonburi – początku “Kolei Śmierci”, linii kolejowej budowanej częściowo przez alianckich jeńców wojennych w czasie II wojny światowej. Podczas budowy zginęło okolu 100 tysięcy cywili i 16 tysięcy jeńców.

Na dworcu Thonburi
Na dworcu Thonburi

Na tej linii jeżdżą tylko pociągi 3-ciej klasy (z drewnianymi siedzeniami) ale warto się tym pociągiem przejechać. Podroż do Kanczanaburi zajmuje około 3-4 godzin (pociąg często się spóźnia).

River_Kwai-2
Wagon w pociągu do Kanczanaburi

Do Kanczanaburi dojechaliśmy około 17 po południu, I od razu ruszyliśmy do naszego pensjonatu (Jim’s Guesthouse – 1250THB za noc). Był przyjemny ale można znaleźć o wiele tańsze miejsca o podobnym standardzie. Wieczór spędziliśmy nad rzeka gdzie spotkaliśmy się z Niemiecka para którą poznaliśmy w pociągu.

Zachód słońca nad rzeką Kwai
Zachód słońca nad rzeką Kwai

Drugiego dnia – wycieczka pociągiem do Nam Tok, drugiej części “Kolei Śmierci”. Podroż trwa około 2.5 godziny, ale po 1.5 godziny od wyjazdu dojeżdżamy do miejsca gdzie linia kolejowa biegnie przez drewniany wiadukt wbudowany na zboczu góry. Po lewej stronie przepaść i niesamowity widok na rzekę. Dla tego widoku warto jest wziąć ten pociąg (trzeba pamiętać żeby usiąść po lewej stronie wagonu).

Wiadukt na rzece Kwai w drodze to Nam Tok
Wiadukt na rzece Kwai w drodze to Nam Tok

 

River_Kwai-5
Na trasie do Nam Tok

Po dojechaniu do Nam Tok można wziąć taksówkę (songthaew) do muzeum “Hellfire Pass”, które upamiętnia alianckich jeńców wojennych i azjatyckich cywilów którzy zginęli w czasie budowy linii kolejowej. My z braku czasu podeszliśmy tylko do pobliskiego wodospadu, gzie można się ochłodzić.

Wodospad w Nam Tok
Wodospad w Nam Tok

Do Kanczanaburi wróciliśmy lokalnym autobusem, dużo szybszym niż pociąg (tylko okolu godziny). Wieczorem kolacja w malej wegetariańskiej restauracji (gdzie zjedliśmy bardzo smaczny Pat tai – jeden z lepszych które próbowaliśmy w Tajlandii)

Trzeciego dnia – przed powrotem do Bangkoku zrobiliśmy sobie spacer przez sławny most (Most na rzece Kwai – upamiętniony w file o tym samym tytule). Przez most można przejść pieszo, a nawet można na nim stanąć w czasie przejazdu pociągu (we wyznaczonych miejscach).

River_Kwai-15
Most na rzece Kwai

 

River_Kwai-14
Pociąg jadący mostem przez rzekę Kwai
Okolice mostu w Kanczanaburi
Okolice mostu w Kanczanaburi

Kanczanabri było mila zmiana po tętniącym życiem Bangkoku. Ale po dwóch dniach czas na kolejną przygodę.

.

Bangkok

Bangkok start naszej podróży po Azji Południowo-Wschodniej.

Bangkok-15
Bangkok – Pałac Królewski

Po trzytygodniowym pobycie w Polsce nadszedł czas wyjazdu do Tajlandii. Ostatnie dwa dni przed podróżą spędziliśmy w Warszawie. Tam spotkaliśmy się ze znajomymi z Atlanty ( Alicją i Kasią). Dzięki Kasi mieliśmy możliwość wzięcia udziału w Grand Prix 2014 Magazynu Wino. Super impreza.

Rano 1go października wylecieliśmy do Bangkoku z przesiadką w Doha (Qatar). Podroż minęła bez problemów.

Do Bangkoku dolecieliśmy około 7 rano  2go października. Z lotniska do Bangkoku zdecydowaliśmy się na dojazd używając najpierw kolejki expresowej (Airport Rail Link – SE Express Line) do stacji Makkasan (koszt 35THB na osobę). Ze stacji Makkasan trzeba przejść do stacji metra (MRT) Phetchburi, skąd pojechaliśmy metrem do stacji Lumphini. Do naszego hotelu (Aetas Lumpini) mieliśmy tylko około 200 metrów.

Bangkok-1

Mimo że byliśmy w hotel bardzo wcześnie, od razu dostaliśmy pokój. Po krótkiej drzemce rozpoczęliśmy zwiedzanie okolicy. Blisko hotelu znajduje się duży park – Lumphini Park. Położony w centrum miasta, pozwala się zrelaksować wśród zieleni, małych jeziorek i placów zabaw. Spędziliśmy tam nasze pierwsze popołudnie.

Bangkok-2

Wieczór spędziliśmy na ulicy Silom która w dzień jest centrum finansowym a wieczorem zamienia się w tętniącą życiem ulicę którą opanowują drobni sprzedawcy oferujący przeróżne produkty (uliczne jedzenie, ubrania, podróbki zegarków itp).

Bangkok-3

Następnego dnia zdecydowaliśmy się na zwiedzanie Pałacu Królewskiego (Royal Palce). Z hotelu dojechaliśmy nad rzekę przystań Central Pier skąd popłynęliśmy promem wzdłuż rzeki. Pałac znajduje się w pobliżu przystani Pier 9 (Tha Chang).

Bangkok-4

Od przystani do Pałacu jest tylko kilkaset metrów, ale po drodze kilka osób próbowało nas przekonać, że choć nie ma już biletów do Pałacu, oni mogą nam załatwić wejście ( w rzeczywistości ludzie ci chcą wyprowadzić turystów do innych miejsc).

. Do Pałacu jest tylko jedno wejście – przez główną bramę. Trzeba pamiętać o wymaganym ubiorze, zakryte kolana i ramiona (długie spodnie, spódnice zakrywające kolana). Nie ma problemu jeżeli nie mamy tego z sobą – za niewielka sumę można wypożyczyć wymagane rzeczy (albo kupić na pobliskiej ulicy gdzie można kupić wszystko).

Wejście do pałacu kosztuje 500 THB. Nie jest to tanio, ale na pewno Pałac warty jest zobaczenia.

 Bangkok-8

Bangkok-10

Bangkok-11

Bangkok-14

Bangkok-12

Bangkok-9

Bangkok-13

Bangkok-7

Bangkok-6

Pałac przeszedł nasze oczekiwania, wspaniale budowle, niesamowite malowidła jak i przywiązanie do detalu we wszystkich budowlach.

Pałac Królewski to duży  kompleks budynków w Bangkoku. Służył jako oficjalna rezydencja króla Tajlandii od XVIII wieku do połowy XX wieku. Budowa Wielkiego Pałacu rozpoczęła się w roku 1782, gdy u władzy był król Rama I.

W pobliżu pałacu jest kolejne miejsce warte zobaczenia.  Przejście do Wat Pho (Reclinig Buddha) zajmuje tylko kilka minut ale ponownie trzeba uważać na osoby udające państwowych urzędników, którzy informuje ze Wat Pho jest zamknięty i oferują inne miejsca. 

Bangkok-17

Bangkok-19

Bangkok-18

Trzeciego dnia odwiedziliśmy handlowe centra w okolicach stacji metra Siam. Niesamowicie dużo luksusowych sklepów (Gucci, Prada, Versace itp.). Wieczorem znowu wróciliśmy na ulice Silom i nocny market.