Phnom Penh – Pola Śmierci (Killing Fields)

Po zakończeniu wycieczki po Delcie Mekongu dojechaliśmy do Phnom Penh. Phnom Penh w pewnym sensie zaskoczyło nas. Miasto (przynajmniej ta cześć gdzie mieszkaliśmy) bardzo nam się podobało. Czysto (jak na południową Azję), dużo kafejek i restauracji, piękny bulwar nad rzeką. Jedna z rzeczy która mnie uderzyła – niesamowita liczba Lexusów. W ciągu  kilku minut widzieliśmy ich dziesiątki.  Paradoks w kraju ktory jest jednym z biedniejszych na świecie (ale tez jednym z najbardziej skorumpowanych – 164 miejsce ze 184 ocenianych krajów na liście “Corruption Perceptions Index (2012)”).

PhnomPenh-8
Wieżowce w tle, ale na pierwszym planie Lexus
PhnomPenh-9
Wiele Lexusów ma napisy – żeby nie było wątpliwości jaki to samochód :)

Jednym z powodów dla których zatrzymaliśmy się w Phnom Penh było odwiedzenie “Killing Fields”. Następnego dnia wzięliśmy z pod hotelu Tuk-tuka i pojechaliśmy poza miasto gdzie znajdują się “Pola Śmierci”. Było to na pewno przeżycie które zostanie w naszej pamięci. Spędziliśmy tam kilka godzin słuchając historii “Khmer Rouge” (Czerwonych Khmerów), szaleństwa którego nie sposób wytłumaczyć. W Kambodży w tym okresie (1975-1979), zginęły miliony ludzi. Cała generacja została “zrujnowana”. Na “polu śmierci” które odwiedziliśmy zginęło ponad 20 tysięcy ludzi. Zrobiliśmy tylko jedno zdjęcie, z respektu dla ofiar chcieliśmy spędzić czas na przemyśleniu tego co się tutaj działo nie tak dawno temu.

PhnomPenh-1
Stupa wybudowana jako memoriał dla ludzi zamordowanych na Polach Śmierci. Umieszczono tam ponad 9 tysięcy czaszek ofiar znalezionych w masowych grobach.

Po powrocie do miasta odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce związane z reżimem Pol Pota – wiezienie S21. Było to centralne wiezienie w Phnom Penh gdzie wieziono, torturowano (i w końcu większość zamordowano) więźniów. Byli to w dużej większości przedstawiciele inteligencji (nauczyciele, lekarze) , jak i przeciwnicy (często fałszywie oskarżeni) reżimu.

PhnomPenh-3
Budynki więzienia S21

PhnomPenh-4

Te dwa miejsca naprawdę dają dużo do myślenia. Jak to jest możliwe żeby w 20 wieku dokonywały się takie zbrodnie.

Po tak ciężkim (mentalnie) dniu powróciliśmy do naszego hotelu – gdzie resztę dnia spędziliśmy na pięknym basenie (musieliśmy się zrelaksować).

PhnomPenh-7
Tutaj naprawdę można się zrelaksować

PhnomPenh-5

Następnego dnia w południe pożegnaliśmy Phnom Penh i pojechaliśmy autobusem do Kampot.

Praktyczne Informacje:

  • Wejściówka na tereny Pól Śmierci – 20 zł (dostaje się tez player z audiotour)
  • Wejściówka na tereny byłego wiezienia S21 – 10 zł
  • Tuk-Tuk z centrum który wiezie do Pól Śmierci i do Wiezienia S21 (kierowca czeka aż zwiedzimy każde miejsce) – 50 zł
  • Hotel (wydaliśmy tutaj trochę  :) więcej niż normalnie) – 150/noc (Hotel Blue Lime Boutique)
  • Piwo (mały kufel) – 1,5 – 2,5 zł

Delta Mekongu

Naszą podróż po Wietnamie zakończyliśmy trzydniową wycieczką po delcie Mekongu. Autobusem z Sajgonu dojechaliśmy do Cai Be, skąd kontynuowaliśmy wycieczkę na łódce. Spędziliśmy kilka godzin pływając po okolicznych wysepkach.

Mekong-1
Jedna z łódek którymi pływaliśmy po delcie Mekongu

Na jednej z nich odwiedziliśmy mała fabryczkę produkująca cukierki z masy kokosowej (na koniec oczywiście kupiliśmy paczkę cukierków).

Mekong-2
Maszyna do mieszania masy kokosowej
Mekong-5
Na mniejszej łódce

Również na tej wyspie pływaliśmy mniejszą łódką wśród licznych kanałów obrośniętych bambusem i innymi roślinami. Wydawało się ze płyniemy w tunelach.

Mekong-6
Lokalni mieszkańcy
Mekong-7
Korek na jednym z małych kanałów

Tego samego dnia odwiedziliśmy też lokalna farmę miodu położoną na innej małej wyspie.

Mekong-4
Na farmie pszczół

Wieczorem dojechaliśmy do Can Tho, dużego miasta nad brzegiem Mekongu. Wcześnie rano następnego dnia wsiedliśmy na łódkę która zabrała nas na “pływający rynek”.

Mekong-11
Statki na pływającym rynku

Jest to miejsce na rzece gdzie rano zakotwiczają dziesiątki łódek. Z mniejszych sprzedaje sie ciepłe jedzenie, sandwicze, napoje (kawa, cola, piwo) jak i świeżo obrane i pokrojone owoce (ananasy, grejpfruty, banany). Na większych łodziach handluje się hurtowo większymi ilościami owoców, warzyw, ryb, ryżu (o wieloma innymi produktami).

Mekong-12
Drobni sprzedawcy z gotowym jedzeniem, owocami
Mekong-9
Cieple bułeczki :)
Mekong-10
Większy statek z arbuzami

Tego samego dnia odwiedziliśmy tez przetwórnie ryżu jak i miejsce gdzie produkuje się makaron ryżowy (oba miejsca położone nad brzegami Mekongu). Mogliśmy zobaczyć jak produkuje się makaron od masy ryżowej, poprzez suszenie i na koniec krojenie makaronu.

Mekong-13
Placek z masy ryżowej
Mekong-14
Suszenie placków ryżowych
Mekong-15
Gosia pomaga przy maszynie do krojenia makaronu

Na zakończenie dnia odwiedziliśmy farmę krokodyli. Ja myślałem ze coś takiego jest zabronione ale widać ze nie w południowej Azji. Na farmie hodowane są setki krokodyli (głownie ze względu na skórę ale również i mięso). W ogrodzonych “jeziorkach” można było zobaczyć dziesiątki krokodyli (od małych do takich które miały kilka metrów).

Mekong-17
Jedna z klatek z krokodylami

Mekong-16

Noc spędziliśmy w Long Xuyen gdzie odwiedziliśmy “nocny market”. Następnego dnia rano mogliśmy obejrzeć piękny wschód słońca.

Mekong-18
Wschód słońca nad Mekongiem

Mekong-19

Ostatniego dnia naszej wycieczki po delcie Mekongu odwiedziliśmy farmy rybne. Widząc jak hodowane ( a właściwie to produkowane) są ryby, zupełnie odechciewa się jedzenia ryb. W klatkach (10m x 15m), trzymane są tysiące ryb, które karmione są pasza (niesamowicie śmierdząca).

Mekong-20
Ryby w klatce walczą o pokarm (po wrzuceniu paszy)

Ostatnim przystankiem na Mekongu było przejście graniczne do Kambodży (która była następnym krajem naszej podróży po Azji).

Mekong-22
Punkt kontroli granicznej w Wietnamie

Trzy dni spędzone w delcie Mekongu były bardzo miłe, i pozwoliły nam zobaczyć Wietnam z innej strony. Także tutaj pożegnaliśmy się z Wietnamem. Do Wietnamu na pewno jeszcze wrócimy.

Praktyczne informacje:

  • 3 dniowa (2 noce) wycieczka po Mekongu z Sajgonu do Phnom Penh – 200 zł (kolacje nie były wliczone w cenę wycieczki)

Saigon – wieczór w operze

Następnym punktem w Wietnamie był Sajgon (Ho Chi Minh City). Przylecieliśmy tutaj samolotem z Da Nang (taniej i dużo szybciej niż pociągiem). Dzięki poradom znajomych podróżników z lotniska do centrum wzięliśmy autobus komunikacji miejskiej (numer 152), który kosztował 5000 dongs (80 groszy) zamiast taksówki która kosztuje od 50 do 70 złotych.

Ulica w Sajgonie
Ulica w Sajgonie

Gdy dotarliśmy do hotel, spotkaliśmy tam brytyjskie małżeństwo które właśnie zostało okradzione na rogu jednej z ulic. Ktoś na motorze wyrwał torebkę z rak i odjechał w ciągu kilku sekund. Ta historia spowodowała ze staliśmy się trochę ostrożniejsi. W Sajgonie spędziliśmy tylko 1 dzień (nie lubimy dużych, miast). Odwiedziliśmy okolicy Notre Dame (katedra niestety była zamknięta).

Katedra Notre Dame w Sajgonie
Katedra Notre Dame w Sajgonie

Obok znajdowała się Poczta Centralna. Jest to piękny neoklasyczny budynek wybudowany przez Francuzów na początku 20-go wieku.

Saigon-2
Budynek Poczty Centralnej w Sajgonie
Saigon-3
W budynku Poczty Centralnej

Będąc w budynku poczty natknęliśmy się na dziewczyny reklamujące operę (przedstawienie “A O”). Kupiliśmy bilety i wieczorem udaliśmy się do opery. Budynek opery (oficjalna nazwa – “Municipal Theatre of Ho Chi Minh City”) został wybudowany w roku 1900 w stylu “Francuskiej Trzeciej Republiki”. Przedstawienie “A O” łączy tradycyjna muzykę wietnamską, taniec, akrobatykę (cyrkową) pokazana w bambusowej dekoracji. Całe przedstawienie trwało godzinę i naprawdę możemy je polecić.

Saigon-6
Fasada opery w Sajgonie
Saigon-8
Reklama przedstawienia “A O” przed budynkiem opery
Saigon-9
Panorama wnętrza opery
Saigon-10
Po przedstawieniu – artyści “A O” pozują do zdjęć
Saigon-11
Budynek opery nocą

Po wyjściu z opery pospacerowaliśmy jeszcze po ulicach Sajgonu. Tuż obok opery można natknąć się na luksusowe sklepy (Louis Vuitton, Hermes itp.). Wiele sklepów było już udekorowane świątecznymi światełkami.

Saigon-7
Gosia przy świątecznym drzewku
Saigon-5
Świąteczne dekoracje

Saigon-12

Miasto jest jest ładniejsze od Hanoi (czystsze, szersze ulice) ale ma mniej “charakteru”.

Na zakończenie wieczoru odwiedziliśmy “ulice plecakowiczów“ (backpackers area) gdzie oczywiście znaleźliśmy knajpkę z tanim piwem i lokalnym jedzeniem. Następnego dnia rano wyruszyliśmy na wycieczkę po delcie Mekongu.

Praktyczne informacje:

  • Samolot z Da Nang do Sajgonu – 165 zł (linie VietJet)
  • Autobus z lotniska w Sajgonie do centrum – 80 groszy
  • Hotel (guesthouse) – 80 zł (wraz ze śniadaniem)
  • Bilet na przedstawienie “A O” (od 100 zł do 250 zł)

Hoi Ann, piękne ale przeraźliwie turystyczne miasto (Kup coś, tanio, tanio…).

HoiAn-22

Prosto po zakończeniu wycieczki po zatoce Ha Long, wróciliśmy do Hanoi, i wieczorem wsiedliśmy do nocnego pociągu jadącego na południe Wietnamu. Pociąg jedzie do Sajgonu (Ho Chi Minh City), ale my wysiadaliśmy w Da Nang. Podróż zajęła 15 godzin. Jechaliśmy w “najlepszym” wagonie sypialnym z 4 osobowymi przedziałami. Nie będę dużo opisywać tej podróży – ale nie był to najlepszy wybór. Nie dość ze wolno, to jeszcze wagony są brudne a o toaletach lepiej nie mówić). Na szczęście na dworcu w Da Nang czekał na nas samochód z naszego hoteliku. Z Da Nang do Hoi An jest około 30 kilometrów.

W Hoi Ann spędziliśmy 4 dni. Hoi Ann  (stare miasto) jest kolejnym miejsce które znajduje się na liście UNESCO.

Mimo ze przez trzy dni padał deszcz (z przerwami), większość czasu spędziliśmy spacerując po starych uliczkach, zatrzymując się w lokalnych kafejkach i restauracjach. W większości domów na poziomie ulicy znajdują się sklepy, restauracje, galerie i zakłady krawieckie z których słynie Hoi Ann.

HoiAn-9
Japoński Most
HoiAn-11
Budynki nad brzegiem rzeki Thu Bon

Historyczna cześć miasta jest przepiękna. Nie można przestać robić zdjęć i co chwile zachwycać się widokiem.  Uwielbialiśmy siedzieć w kawiarenkach nad rzeka z widokiem na stare miasto.

HoiAn-13
Uliczki w Hoi An
HoiAn-15
Nadbrzeże w Hoi An
HoiAn-17
Boczne uliczki
HoiAn-16
Ulica w “starym mieście”

Jedna z rzeczy która psuje atmosferę,  jest ciągłe nagabywanie przez sprzedawców (ze sklepów, jak i sprzedawców ulicznych). Każdy wola po angielsku “buy something, cheap, cheap” (kup coś, tanio, tanio). Nigdzie więcej w Wietnamie nie spotkaliśmy się z takim agresywnym namawianiem do zakupów.

Gosia rozmawia ze sprzedawcą w jednym ze sklepów
Gosia rozmawia ze sprzedawcą w jednym ze sklepów

Chodząc po starym mieście, natknęliśmy się na “Kazik Square” (plac Kazika). Początkowo myślałem ze jest to jakieś Wietnamskie słowo które przez przypadek pisze się jak “Kazik”. Ku naszemu zdumieniu, na placu znajduje się pomnik poświęcony Kazimierzowi Kwiatkowskiemu, uważanego tutaj za męża opatrznościowego, który uchronił zabytkowy kompleks przed likwidacją i przyczynił się do sukcesu miasta. Jemu przypisuje się główną zasługę wpisania Hội An do rejestru zabytków światowego dziedzictwa UNESCO. Jest to chyba jedyny “współczesny” pomnik w starym mieście.

Pomnik Kazimierza Kwiatkowskiego
Pomnik Kazimierza Kwiatkowskiego

Jednego dnia pojechaliśmy na plaże (około 3-4 kilometrów od miasta). Plaże nie są najładniejsze w tej pozę roku (małe, zerodowane przez fale..), ale najbardziej zaskoczyła nas ilość nowo budowanych hoteli i kompleksów turystycznych nad płazami. Wygląda to okropnie, za kilka lat nie będzie tu naturalnej płazy tylko sztucznie utrzymywane plaże z nawiezionym piaskiem otoczone resortami.

HoiAn-2
“Ulepszanie” plaży
HoiAn-5
Konstrukcje na plaży

Powracając do Hoi Ann – miasto jest przeurocze, warte zobaczenia i spędzenia kilku dni. Przeraża fakt ze turystów będzie przybywać z roku na rok.

HoiAn-8

HoiAn-10

HoiAn-19

HoiAn-20

HoiAn-23

HoiAn-24

HoiAn-25

Było to na pewno najładniejsze miasto (przynajmniej dla nas) w Wietnamie, ale chyba jak do tej pory Luang Prabang jest naszym faworyt w Południowej Azji.

Praktyczne informacje:

  • Hotel (Guesthouse):  Ngo Homestay – 22 dolary za noc (70 zł)
  • Wypożyczenie roweru – 4 zł za dzień
  • Przejażdżka łodzią po rzece – 25 zł za godzinę
  • Taksówka z Da Nang do Hoi An – 50 zł  (Pociagi/samoloty dojeżdżają tylko do Da Nang)
  • Pociąg z Hanoi do Da Nang (sypialny, miękkie łózka) – 175 zł

Zatoka Ha Long – krajobrazy nie z tej ziemi

Od samego początku naszego wyjazdu, wiedząc ze będziemy w Wietnamie, odwiedzenie zatoki Ha Long (Ha Long Bay) było jednym z głównych punktów podróży w Wietnamie.

HaLongBay-21
Panorama z zatoki Ha Long

W zatoce większość wysp ma formę wapiennych słupów wyłaniających się wysoko ponad powierzchnię wody. W 1962 Wietnam ustanowił zatokę „pomnikiem krajobrazowym”. W 1994 UNESCO umieściło ją na swojej Liście Światowego Dziedzictwa.

Od razu po przyjeździe do Hanoi, w hotelu którym mieszkaliśmy chcieliśmy zrobić rezerwacje na 3 dniowa wycieczkę po Ha Long Bay. Od wielu spotkanych ludzi, staraliśmy zebrać jak najwięcej informacji o tym które wycieczki są najciekawsze. Wiele osób polecało 3 dniowe wyjazdy (2 noce), gdzie jedna noc jest spędzana na statku a druga na wyspie. Dużo słyszeliśmy o kompani “Imperial cruise” ale w hotelu poradzono nam “Monkey Island Cruise”, gdzie druga noc spędza się na prywatnej wyspie.

Wyjazd do zatoki Ha Long rozpoczyna się w Hanoi,  z hotelu zabrał nas autobus który jedzie do Ha Long Bay około 4 godziny. Po dojeździe do nowo wybudowanej przystani weszliśmy na nasz statek. Statek musi mieć już swoje lata, widać było ze jest już dosyć “zużyty”. Nasza kabina była w porządku, oddzielna łazienka z prysznicem, a oprócz tego balkon. Oczekiwaliśmy trochę lepszego zakwaterowania, ale w końcu najważniejsze są widoki i krajobraz.

HaLongBay-6

Na szczęście pogoda była super (a jest to początek zimy, gdzie często jest pochmurnie). Od samego początku trzeba powiedzieć ze zatoka Ha Long robi niesamowite wrażenie. Skały wystające z morza, obrośnięte zielenią. Można to oglądać godzinami i ciągle nie można się wystarczająco napatrzyć.

HaLongBay-7

HaLongBay-9

Pierwszego dnia mieliśmy dwa przystanki. Pierwszy przystanek to jaskinia. Byliśmy wcześniej  w kilku jaskiniach w Tajlandii i Laosie, wiec nie oczekiwaliśmy nic specjalnego, ale ta jaskinia nas zaskoczyła. Dużo większa niż oczekiwaliśmy, podświetlona w środku (można mieć rożne opinie na ten temat) była naprawdę ciekawa.

HaLongBay-2

HaLongBay-3

HaLongBay-4

Drugim przystankiem była mała przystań gdzie przesiedliśmy się na kajaki. Odwiedziliśmy 2 mniejsze zatoczki, do których wpływa się przez tunele (niedostępne dla statków). Bardzo ciekawe, ale cała wyprawa kajakami trwała tylko godzinę.

HaLongBay-8

Następnego dnia zamiast kontynuacji wycieczki na statku, przenieśliśmy się na autobus, który zawiózł nas do innego portu, gdzie czekał na nas mały prom, który dowiózł na na “Monkey Island”. O tym ze będziemy jechać autobusem dowiedzieliśmy się dopiero na statku, nikt wcześniej o tym nie wspominał. To był coś czego zupełnie nie oczekiwaliśmy. Zamiast podróży po zatoce, mieliśmy przejazd autobusem po wyspie Cat Ba. Cóż, nasza wina – nie sprawdziliśmy dokładnie planu wycieczki.

HaLongBay-18
Monkey Island Resort

Ale cóż, nie można narzekać, zamiast oglądania zatoki mieliśmy jeden dzień na prywatnej wyspie, z piękna plaza i własnym domkiem z balkonem na plaży. Popołudnie spędziliśmy na plaży i na krótkim spacerze na droga stronę wyspy, gdzie spotkaliśmy kilkanaście małp (w końcu jest to wyspa małp – “Monkey Island”).

HaLongBay-19
Panorama Monkey Island Resort

HaLongBay-20

HaLongBay-17
Nasz “domek” – trzeci od lewej :)
HaLongBay-22
To jest naprawdę “Wyspa Małp”
HaLongBay-24
“Wyspa Małp”

 Ostatni dzień naszej wycieczki, to znowu prom na wyspę i autobus do tego samego miejsca gdzie nocowaliśmy pierwszej nocy. Potem około 2-3 godzin na opłynięcie części Halong Bay (na szczęście innej niż pierwszego dnia). Znowu piękne widoki wysp “wyrastających” z morza. Szkoda tylko ze tak krótko.

HaLongBay-25
Zachód słońca nad zatoką Ha Long
HaLongBay-27
Poranek nad zatoką Ha Long

HaLongBay-29

HaLongBay-28

HaLongBay-30
Jeszcze tutaj wrócimy

HaLongBay-31

W sumie nie możemy narzekać, pogoda była doskonała, piękne widoki, ale czujemy niedosyt.

HaLongBay-32

Następnym razem na pewno dokładniej sprawdzimy plan wycieczki. Będąc w zatoce Ha Long trzeba jak najwięcej czasu spędzić płynąc wśród setek małych wysepek. Nie bez powodu, ta zatoka została wybrana jako jeden z 7 “naturalnych” cudów świata. Mam nadzieje ze jeszcze tutaj wrócimy.

Praktyczne informacje:

  • Monkey Island Cruise (3 dni 2 noce) – 140-170 dolarów (wszystkie napoje są za dodatkową opłatą)
  • Indochina Junk Cruise (2 dni 1 noc) – 350 dolarów (następnym razem wybierzemy ten wyjazd)

Hanoi, widzieliśmy żółwia!!!

W Hanoi spędziliśmy 2 dni (3 noce). Pierwsze wrażenie – nie za dobre. Niesamowity ruch, hałas, spaliny. Ale powoli przyzwyczailiśmy się do tego, i w końcu możemy powiedzieć ze polubiliśmy to miasto.

Hanoi-17
Love Hanoi

Pierwszego dnia po śniadaniu (mimo że nasz hotel nie był drogi, mieliśmy śniadanie wliczone w cenę – które było wyśmienite) poszliśmy nad jeziorko Hoan Kiem blisko naszego hotelu. Hoan Kiem leży w samym centrum Hanoi, otoczone betonowymi brzegami z mała wysepka (Jade Island) na której znajduje się świątynia (Temple of Jade Mountain).

Jezioro Hoan Kiem w nocy
Jezioro Hoan Kiem w nocy

Spacerując wzdłuż brzegu, zobaczyliśmy grupkę ludzi pokazujących coś przy brzegu. Z ciekawości podeszliśmy, i zaczęliśmy się rozglądać. Widać było ze coś pływa przy brzegu. Myśleliśmy ze to jakaś ryba, a tu nagle pojawia się łeb dużego stworzenia – żółw. Gosi udało się zrobić zdjęcie głowy tego stwora. Nic sobie z tego wyrażenia nie robiliśmy, żółw jak żółw. Dopiero później dowiedzieliśmy się jacy z nas szczęściarze – ten żółw jest jak potwór z Loch Ness. Zobaczenie jego jest niezwykle rzadkie – w Wietnamie uważa się ze zobaczenie tego żółwia to znak tego ze ma się szczęście. Takich żółwi jest na Świecie podobno tylko trzy (lub cztery).

Hanoi-1
Widzieliśmy żółwia!!!

Poza “szczęśliwym żółwiem”, odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. Bardzo nam się podobały tereny Imperialnej Cytadeli Thang Long. Cytadela była siedziba władców Wietnamu w okresie od początku XI do końca XVIII w. W 2010 r. Cytadela została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W dniu kiedy odwiedzaliśmy cytadele, było tam dużo młodzieży, obchodzącej zakończenie szkoły.  Dziewczyny ubrane były w tradycyjne stroje wietnamskie.

Hanoi-7
Wejście do Cytadeli Thang Long

Hanoi-12

Hanoi-8
Dziewczyna w tradycyjnym stroju wietnamskim
Hanoi-10
Na terenach cytadeli

Hanoi-11

Byliśmy także przy pomniku Lenina – gdzie musiałem mieć zrobione zdjęcie.

Przy pomniku Lenina
Przy pomniku Lenina

W drodze od pomnika do mauzoleum Ho Chi MInha natknęliśmy się przypadkowo na Polska ambasadę.

Hanoi-5
Gosia przed ambasadą Rzeczypospolitej Polskiej

Mauzoleum znajduje się przy olbrzymim placu – który chyba jest wykorzystywany do defilad w czasie świat państwowych ( no i na pewno 1-go maja).

Mauzoleum Ho Chi Minha
Mauzoleum Ho Chi Minha

Pospacerowaliśmy tez nad brzegiem jeziora Zachodniego (West Lake).

Hanoi-18
Panorama West Lake

Wracając do hotelu, spróbowaliśmy tez jedzenia na ulicy. Usiedliśmy ma niskich stołeczkach, i jak wszyscy dostaliśmy “stałe menu” – porcje Bun Cha, plus “sajgonki”. Było to niesłychanie smaczne (i tanie)!

Hanoi-20
Uliczna “restauracja”
Hanoi-21
Próbujemy Bun Cha na ulicy w Hanoi

Wieczory spędziliśmy w okolicach “starego miasta”, gdzie można znaleźć setki restauracyjek ulicznych, sklepy ze wszystkim co tylko można chcieć (włączając w to sklepy z podróbkami ubrań, butów, sprzętu turystycznego itp). Często cała ulica sprzedaje te same rzeczy.

Hanoi-15
Wzdłuż jednej z ulic wszystkie sklepy sprzedawały dekoracje świąteczne

Hanoi-16

Podsumowując nasz pobyt w Hanoi – było super. Mimo ze nie przepadamy za dużymi miastami do Hanoi wrócimy z przyjemnością).

Praktyczne informacje

  • 1 Zloty = 6250 Dongs
  • Hotel: Splendora Hotel Hani (80 zł za noc), dobra lokacja, super obsługa
  • Piwo (640ml) – 10,000-20,000 Dongs (1,6 – 3,2 zł)
  • Wejście do Cytadeli – 60,000 Dongs (9 zł)
  • Taksówka z lotniska do Centrum – 45-60 zł
  • Jedzenie uliczne (Bun Cha) – 40,000 Dongs (7 zł)
  • Wiza Wietnamska na lotnisku (trzeba wcześniej załatwić list z akceptacja i potwierdzeniem) – 35 dolarów (trzeba mieć przygotowana gotówkę)

Luang Prabang – jedno z naszych ulubionych miast.

W Luang Prabang spędziliśmy 4 dni, ale gdybyśmy nie mieli wcześniej kupionego biletu na samolot do Hanoi, na pewno spędzilibyśmy tam więcej czasu. Na pewno będziemy chcieli tutaj powrócić.

LuangPrabang-4

Miasto znajduje się małym półwyspie miedzy rzekami Mekong i Khan, otoczone zielonymi górami. Na pewno nie jest typowym miastem Loatanskim. Pod koniec XIX Laos został protektoratem francuskim. W mieście widać duży wpływ Francji – na początku XX wieku Francuzi wytyczyli siatkę ulic, wybudowali tez wiele domów i budynków administracyjnych które zachowały się do dzisiaj. Podobno było to miejsce gdzie o pobyt starało się wielu Francuskich urzędników. W 1995 roku Luang Prabang został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

LuangPrabang-8

Dla nas było to miejscem gdzie można się zrelaksować, pochodzić po mieście które trochę przypomina małe miasteczko europejskie zmieszane z tradycyjnymi świątyniami buddyjskimi. Miejscem gdzie codziennie rano można odwiedzić lokalny rynek z warzywami, mięsem, grzybami a wieczorem pochodzić po nocnym markecie z lokalnymi wyrobami, koszulkami, chustami.

LuangPrabang-23
Kolonialna zabudowa miasta

Warto odwiedzić kilka świątyń buddyjskich których jest w Luang Prabang około  30.

LuangPrabang-3
Świątynia na ternach pałacu królewskiego
LuangPrabang-5
Świątynia Wat Xieng Thong
LuangPrabang-13
Świątynia Wat Wisunarat

Na pewno warto wejść na górę Phu Si znajdująca się w centru miasta na szczycie której znajduje się świątynia Wat Chom Si skąd możemy oglądać piękną panoramę miasta i okolic. Wieczorem można tam podziwiać zachód słońca (niestety z dziesiątkami innych turystów).

LuangPrabang-11
Zachód słońca z Phu Si
LuangPrabang-10
Dziesiątki turystów czekających na zachód słońca
LuangPrabang-12
Każdy chce zrobić jak najlepsza fotkę

 Wieczorami, można pospacerować sobie nad brzegami rzek, gdzie znajdziemy dziesiątki kafejek, restauracji i barów. Wile z nich oferuje wspaniale widoki na Mekong albo  Khan.

LuangPrabang-2
Bar “Utopia”

Jedna z tradycji w Luang Prabang jest ofiarowanie jedzenia mnichom buddyjskim. O wschodzie słońca mnisi idą wzdłuż głównej ulicy miasta, gdzie mieszkańcy (i oczywiście turyści) ustawiają się z koszyczkami z ryżem, owocami i warzywami. Teoretycznie tylko buddyści powinni ofiarować mnichom jedzenie – ale mnóstwo turystów (jest ich więcej niż mieszkańców) również ustawia się do dawania jedzenia. Dla mnichów jedzenie które dostana w czasie tego “marszu” ma im wystarczyć na cały dzień. Często można zobaczyć ze mnisi oddają cześć darów dla dzieci (zbierających jedzenie do koszyków lub kartonów).

LuangPrabang-18
Turyści oferujący jedzenie dla mnichów
LuangPrabang-19
Kobieta z Luang Prabang oferująca jedzenie dla mnichów

W tej chwili jest to niesamowicie skomercjalizowane. Dziesiątki turystów robi zdjęcia (widzieliśmy grupę Chińczyków, biegających wzdłuż ulicy – żeby zrobić jak najwięcej zdjęć, często z lampami błyskowymi żeby zrobić “portret mnicha”z bliska). Można powiedzieć ze pozostał nam “niesmak” po tym jak zachowywała się cześć turystów – nie mając żadnego respektu dla mnichów.

LuangPrabang-24
“Turyści” którzy muszą mieć najlepsze zdjęcia

W Luang Prabang jest tez dużo innych atrakcji w okolicach miasta. Najbardziej popularne są wyjazdy nad wodospady. My wybraliśmy się  nad wodospad Tad Sae. Wraz z kilkoma znajomymi wynajęliśmy tuk-tuk który dowiózł nas do rzeki, płynie się łódkami w dol rzeki (na druga stronę).

LuangPrabang-14

LuangPrabang-15

Wodospad był super. Czysta woda przechodząca przez kilkanaście skalnych pólek, wśród zielonych drzew. Można się tam było kapać (z czego oczywiście skorzystałem).

LuangPrabang-16

Luang Prabang wskoczył na listę naszych ulubionych miast(miejsc gdzie moglibyśmy zamieszkać). W lutym tego roku byliśmy w Peru, gdzie Cuzco uznaliśmy za nasze ulubione miasto. Luang Prabang jest na pewno miejscem konkurującym z Cuzco. W przyszłości chcielibyśmy to spędzić więcej czasu. Mimo ze nie jest to “prawdziwy” Laos, jest to miejsce w którym można się zakochać.

LuangPrabang-17
Czasami można myśleć ze czas zatrzymał się w Luang Prabang

LuangPrabang-7

Żegnamy Tajlandię i płyniemy do Laosu

White Temple

Nadszedł czas pożegnania z Tajlandią. Z Chiang Mai jedziemy do Chiang Rai. Jednym z powodów (może jedynym) żeby zatrzymać się w Chiang Rai jest “Biała Świątynia” Wat Rong Khun (White Temple). Wybudowana w roku 1997 przez artystę Chalermchai Kositpipat, świątynia rożni się od wszystkich innych świątyń w Tajlandii. Lśniąco biała, jakby wykuta z lodu. Można ją nazwać “kiczowatą” ale na pewno robiącą wrażenie. 

Slowboat-1
Wat Rong Khun (White Temple)
Slowboat-4
Jedna z wizji artysty w Białej Świątyni
Slowboat-5
Biała Świątynia

Wieczorem odwiedzamy “nocny rynek”. Trzeba przyznać ze był dosyć ciekawy, a szczególnie cześć nocnego rynku, gdzie znajdowały się lokalne “kuchnie uliczne” naokoło placu na którym postawione były dziesiątki stolików. Jedzenie można kupić w jednej z nich i zjeść je na placu.

Slowboat-6
Potrawy gotowe do przyrządzenia w jednej z “ulicznych kuchni”

Następnego dnia rano wyjeżdżamy z Chiang Rai do Chiang Kong (graniczne miasteczko z Laosem). Bierzemy lokalny autobus – znowu coś ciekawego. Stary autobus, bez zamykanych drzwi i okien. Nie ma turystów, tylko lokalni mieszkańcy przemieszczający się z wioski do wioski.

Slowboat-9
W lokalnym autobusie

 

Slowboat-10
Nasz autobus do Chiang Kong

Chiang Kong, to małe miasteczko, z jedna główna ulicą. Nie było by to nic ciekawego, ale dla nas po Chiang Mai i Chiang Rai, było to spokojne i ciche miejsce. Nasz hotel (położony nad brzegiem Mekongu) miał wspaniały widok na rzekę. Następnego dnia mieliśmy super widok na wschód słońca.

WIdok z naszego hotelu na Mekong
WIdok z naszego hotelu na Mekong
Slowboat-12
Wschód słońca nad Mekongiem

Naszym następnym celem jest miasto Luang Prabang w Laosie. Do Luang Prabang można dostać się samolotem a Chiang Mai, autobusem  z Chiang Mai albo z Chiang Rai albo wybrać się w podroż “slow boat” (spływ “powolnym” statkiem) z Chiang Kong. My zdecydowaliśmy się na “slow boat”. Podroż zajmuje dwa dni.

Slowboat-13
Nasz statek na jednym z przystanków

Najpierw trzeba przekroczyć granice z Laosem. Przejście graniczne z Laosem położone jest kilka kilometrów od Chiang Kong. Laos/Tajlandia wybudowały nowy most przez Mekong w ubiegłym roku. Na granicy złożyliśmy podanie o wizę (koszt 35 dolarów) i po 5 minutach przekroczyliśmy granice do Laosu.

Wcześniej zarezerwowaliśmy sobie miejsce na dwudniowym spływie do Luang Prabang. Z przejścia granicznego dojechaliśmy do przystani, i ulokowaliśmy się na naszym statku/lodzi. Tego dnia płynęło z nami jeszcze 7 osób. Normalne ten statek możne pomieścić około 30 osób (a podobnej wielkości “publiczne statki” mieszczą (upychają) około 100 osób). Dzięki temu że nasza grupa była mała, mogliśmy się bliżej poznać jak i nawiązać znajomość ze wszystkimi podróżnikami na statku.

Obiad z naszymi nowymi znajomymi na statku do Luang Prabang
Obiad z naszymi nowymi znajomymi na statku do Luang Prabang

Następne dwa dni minęły w doskonalej atmosferze. Pogoda dopisała, wiec widok ze statku na okolice Mekongu był wspaniały. Godzinami można siedzieć i oglądać tą wielka rzekę.

Slowboat-17
Piękne nadbrzeża Mekongu

Slowboat-18

Pierwszego dnia płynęliśmy około 7 godzin, zatrzymując się po drodze w jednej z biednych wiosek zamieszkałą przez lokalne “plemiona”. Poza tym na statku mieliśmy przygotowany obiad – podczas którego prowadziliśmy ciekawe rozmowy z nowo poznanymi ludźmi.

Wioska nad Mekongiem
Wioska nad Mekongiem

Po siedmiu godzinach dotarliśmy do polowy trasy (wioski Pakbeng), gdzie spędziliśmy noc (w jednym z hoteli). Pakbeng żyje z tego ze codziennie zatrzymują się tam na noc statki kursujące pomiędzy Chiang Kong i Luang Prabang.

Slowboat-21
Przystanek w Pakbeng

 

Slowboat-22
Przysmaki na rynku w Pakbeng

Następnego dnia wczesnym rankiem wróciliśmy na statek i kontynuowaliśmy nasza podroż. Podobnie jak pierwszego dnia, mogliśmy podziwiać piękne okolice. Dzięki temu ze spędziliśmy tyle czasu na statku, z małą grupa, poznaliśmy się lepiej, i nawet po zakończeniu naszej podroży spotykaliśmy się codzienne w Luang Prabang (ciągle utrzymujemy kontakt). Kto wie, możne jeszcze kiedyś będziemy mieli szanse na spotkanie “gdzieś w świecie”.

Slowboat-29
Nasza grupa po dojechaniu do Luang Prabang

Ostatnim przystankiem przed Luang Prabang była jaskinia (a właściwie dwie jaskinie) położone nad brzegami Mekongu. Dostać się do nich można tylko przepływając przez Mekong statkiem.

Slowboat-28
Jaskinie nad Mekongiem
Slowboat-26
Widok z jaskini nad Mekong

Drugiego dnia południu dopłynęliśmy w końcu do Luang Prabang (przystań znajduje się około 10 kilometrów od miasta, wiec trzeba było jeszcze dojechać minibusem do naszego hotelu). 

Następne cztery dni spędziliśmy w Luang Prabang ale o tym już w następnym blogu.

Praktyczne informacje:

Autobus z Chiang Mai do Chiang Rai

  • Wyjeżdża z Dworca Autobusowego #3. Linia Green Bus. Koszt 185THB (18 złotych).

Nocleg w Chiang Rai

  • Grandma Kaew House – Koszt 700THB (70 złotych)

Biala Swiatynia

  • 15 kilometrow od Chiang Rai. Można dojechać lokalnym autobusem (z centrum Chiang Rai). Koszt 20 THB (2 złote). Darmowy wstęp do świątyni.

Autobus Chiang Rai – Chiang Kong.

  • Localny autobus – 65THB ( 6 zlotych)

Nocleg w Chiang Kong

  • Day Waterfront Hotel. Koszt 20USD (70 zlotych)

2 dniowa podroż statkiem z CHaing Rai do Luang Prabang

  • Kompania “Nagi of Mekong”. Koszt 4600THB od osoby (460 zl)

Skuterem po północnej Tajlandii

Będąc w Chiang Mai wynajęliśmy na dwa dni skuter. Wynajęcie skutera w Tajlandii jest bardzo proste i tanie. Nikt nie pyta o prawo jazdy, wystarczy dać w zastaw paszport i z góry zapłacić za wynajęcie skutera (20 złotych na dzień). W wypożyczalni nikt nie pytał się o znajomość prowadzenia skutera. Dostałem 2 kaski i w drogę.

Scooter-10
Tankowanie skutera

Trzeba powiedzieć ze ostatnio na skuterze jeździliśmy dwadzieścia parę lat temu, a poza tym jazda w Chiang Mai to zupełnie coś nowego. Na ulicach jeżdżą setki skuterów, samochodów i autorikszy (znanych jako tuk-tuk). Praktycznie nie ma momentu żeby był mały ruch. Poza tym dużo spalin i kurzu. A na dodatek ruch lewostronny.

Pierwszego dnia rano, spotkaliśmy Łukasza i Marie, dla których był to ostatni dzień w Chiang Mai. W związku z tym ze ich autobus odjeżdżał wieczorem, zdecydowaliśmy się razem na całodzienny wyjazd w okolice Chaing Mai. Wcześniej na internecie znaleźliśmy ciekawa trasę – Samoeng Loop (czasami nazywane jako “najlepsza  100 kilometrowa trasa dla motocykli/skuterów w północnej Tajlandii).

IMG_1847
Mapa Samoeng Loop

Kilka kilometrów za Chaing Mai ruch znacznie się zmniejszył. Droga zrobiła się kręta, z dosyć dużymi zmianami elewacji. W końcu zmniejszyła się ilość spalin w powietrzu.

Pierwszy przystanek jakaś świątynia, wyglądająca jak wszystkie inne świątynie, nie było tam żadnych turystów, tylko nasza czwórka. Wychodząc ze świątyni spotkaliśmy samotnego motocyklistę – i tutaj niespodzianka – Polak. Coś niesamowitego, jesteśmy na odludziu w Tajlandii – I nie ma tu nikogo oprócz piątki Polaków.

Scooter-1

Ruszamy w drogę, po kilkunastu kilometrach znak – jaskinia. Zjeżdżamy na boczna drogę, którą jedziemy i jedziemy. W końcu jakaś wioska, i znak do jaskini. Zjeżdżamy w następną droga ale ta okazuje się za stroma. Zostawiamy skutery i idziemy pieszo. Nie ma żadnych znaków ale na polu widzimy lokalnych rolników. Łukasz idzie i zaczyna po polsku pytać się o jaskinie (stwierdził ze nie ma różnicy w jakim języku będzie rozmawiał – i tak nie będzie różnicy). W końcu doszliśmy do jaskini, ale nie mając latarek nie mogliśmy wejść zbyt daleko.

Scooter-2
Wejście do jaskini

Wracamy i jedziemy dalej. Następny przystanek wodospad. Zjeżdżamy na parking i idziemy do wodospadu, nagle mila niespodzianka. Spotykamy kilkanaście słoni chodzących przy wodospadzie, a wodzie pod wodospadem następne słonie – tym razem myte przez grupę turystów. Musiały to być słonie z okolicznej wioski.

Scooter-8
Rodzina słoni
Scooter-4
Gosia z małym słoniem
Scooter-6
Lukasz i Marta z największym słoniem

Scooter-7

Następne dwie godziny spędzamy jadąc po drogach z pięknymi widokami gór i dolin. Naprawdę warte zobaczenia. Ostatnia godzina jazdy to niestety główna droga do Chiang Mai – kurz i roboty drogowe. Ale mimo to można powiedzieć ze było super. Wieczorem pożegnaliśmy się z Łukaszem i Marta (mamy nadzieje ze nie było to ostatnie spotkanie).

Scooter-9
Widok z trasy

Nastopnego dnia jedziemy skuterem do świątyni Wat Phra That Doi Suthep. Jest to jedna z najciekawszych świątyń w okolicach Chiang Mai. Dojazd jest dosyć ciekawy, kreta droga pod gore, ale w związku z tym ze jest tam niesamowity ruch cały czas jedziemy wdychając spaliny. Po dojeździe na miejsce trzeba jeszcze pokonać ponad 300 schodów żeby dojść do świątyni. Świątynia położona jest na gorze Doi Suthep z której mamy wspaniały widok na Chiang Mai.

Scooter-15
W świątyni Doi Suthep
Scooter-12
Mała Tajka siedząca przy schodach świątyni

Na pewno warta zobaczenia, ale trzeba przyznać że dużym minusem są tłumy turystów.

Scooter-13
Tłumy turystów na schodach do Doi Suthep

Po odwiedzeniu Doi Suthep, wracamy do miasta i jedźmy do mniej znanej świątyni Wat Umong. Bardzo ciekawe (mniej znane) miejsce położone w dużym parku. Jedna z ciekawostek są tunele znajdujące się na terenie świątyni.

 

Scooter-17
Tunel w Wat Umong
Scooter-18
Gosia w tunelu w Wat Umong
Scooter-19
Buddha w tunelu

Po południu wróciliśmy z powrotem do Chiang Mai i oddaliśmy skuter z powrotem do wypożyczalni. Na tym skończyła się nasza dwudniowa przygoda ze skuterami.